Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Co się stało 1 lipca AD 2026 w Écône?


Odpowiedź wydaje się prosta. Wydarzenie jest powszechnie znane. W międzyczasie pojawiły się też następne oficjalne dokumenty oraz liczne komentarze. Nie spotkałem jednak dotychczas syntezy wydarzeń, a otrzymałem kilka pytań w tej sprawie. 

Zacznijmy od samego wydarzenia. Nie będę referował, gdyż przypuszczalnie chyba wszyscy P. T. Czytelnicy widzieli przynajmniej fragmenty, jeśli nie całość. Najpierw zwrócę uwagę na kilka szczegółów, które mogą się wydawać drobne, a jednak są znaczące. Idźmy po kolei. 

Odczytanie przysięgi przez x. Schreiber'a było na poziomie średnio kumatego licealisty. Nawet jeśli nie jest biegły w czytaniu po łacinie, co samo w sobie jest nie do usprawiedliwienia w jego przypadku, to mógł się przygotować do tego odczytania, czego widocznie nie zrobił: 



Po drugie, podczas udzielania Komunii św. dwukrotnie pokazano kapłana, któremu usługiwał w roli ministranta z pateną człowiek świecki w garniturze, podczas gdy kleryk obsługiwał parasolkę. Można pytać, kto wpadł na pomysł takiego rozwiązania. W każdym razie nie świadczy ono ani o przestrzeganiu zasad Kościoła w liturgii, ani nawet o zdrowym rozsądku. 



Po trzecie, znamienna jest także fotka ujęta podczas przygotowań ołtarza, ukazująca, jak kleryk zapala świece ołtarzowe chodząc po ołtarzu. To jest właściwie skandal, nawet jeśli wyniknął on ze złego zaprojektowania ołtarza. Wystarczyło zachować pół metra odległości między tyłem ołtarza a tłem ("ścianą"), by można było tym właśnie z drabiny obsługiwać zapalanie i gaszenie świec. Wystarczyło pomyśleć o tym, że po ołtarzu się nie chodzi, także klerykalnymi stopami, zwłaszcza gdy jest możliwe inne rozwiązanie, a nie "wyższa konieczność"...


Po czwarte, w przebiegu ceremonii jest istotny moment w postaci prefacji przed namaszczeniem głów, gdyż jest prośba o "katedrę biskupią" dla święconych. To wprost przeczy fałszywej teorii, jakoby FSSPX udzielało jedynie biskupią władzę sakramentalną, a nie jurysdykcję (której może udzielić tylko papież):


Wyjaśniam: właśnie z tego powodu tzw. biskupi pomocniczy są zawsze mianowani jako biskupi tytularni, czyli przydziela im się stolicę biskupią historyczną, która obecnie nie istnieje. To jest właśnie zabieg prawny, który zachowuje zasadę związku sakry biskupiej z jurysdykcją. 

W komentarzach pojawiły się krytyczne głosy odnośnie do odpowiedzi na obrzędowe pytanie o mandat apostolski oraz co do przysięgi posłuszeństwa i wierności Leonowi XIV. Dokument odczytany w miejscu przewidzianym na nominacyjną bullę papieską jest w istocie odpowiedzią negatywną, a zarazem uzasadnieniem podjęcia własnej nominacji przez FSSPX. Przy tej okazji sformułowano zarzut wobec władzy rzymskich, który sprowadza się do popadnięcia w apostazję. Z tego właśnie powodu nielogiczne jest przysięganie poddania się temu, który skupia w sobie tę władzę. Logiczne i uczciwsze byłoby orzeczenie, że udzielenie sakry odbywa się z domyślnego mandatu apostolskiego w imię zapewnienia przekazywania wiary, sakramentów oraz hierarchicznej jedności z papieżami "przedsoborowymi", czyli do Piusa XII włącznie. 

Nasuwa się pytanie, dlaczego FSSPX oficjalnie głosi uznawanie "papieży soborowych", a równocześnie de facto nie poddaje się ich władzy, gdyż czyni wszystko zupełnie bez ich woli, a nawet wbrew ich woli. Modlitwa za nich oraz wymienianie ich imienia w kanonie Mszy św. z całą pewnością nie jest w stanie zastąpić realnego, faktycznego poddania się ich władzy. Wszystko wskazuje na to, że powody są pragmatyczne. Gdyby FSSPX ogłosiło, że nie ma papieża, to by z całą pewnością straciło większość wiernych, mianowicie tych, którzy są emocjonalnie przywiązani do papiestwa i nie byliby gotowi żyć w sytuacji vacatio sedis. Drugim powodem jest jest zapewne to, iż ogłoszenie nieuznawania uniemożliwiłoby zachowanie pozorów jedności hierarchicznej z władzą rzymską. Tutaj dochodzimy do kwestii kary, która została ogłoszona nazajutrz po konsekracji, mianowicie 2 lipca. 

Wydano dwa dokumenty: dekret orzekający zaistnienie kary exkomuniki latae sententiae na biskupa konsekratora oraz konsekrowanych, oraz "notę wyjaśniającą". Orzeczenie zajścia kary na biskupów nie jest zaskoczeniem. W dekrecie zawarte jest też wezwanie do kapłanów FSSPX i wiernych, by nie szli za schizmą, która przypisywana jest biskupom w związku z exkomuniką. Problem jest tutaj po pierwsze w utożsamieniu kary exkomuniki ze schizmą. Wynika to z zakwalifikowania udzielania sakry biskupiej bez mandatu papieża jako aktu schizmatyckiego. Tutaj problem jest tego rodzaju, czy jeden akt choćby nawet schizmatycki wystarczy do zajścia schizmy. Można mieć wątpliwości. Po drugie, sens wezwania skierowanego do kapłanów FSSPX i wiernych zależy od zajścia schizmy poprzez dokonanie sakry. 

Fundamentalny problem, w międzyczasie już dość szeroko omówiony w różnych źródłach (np. tutaj), polega na tym, że "nota wyjaśniająca" rozszerza zajście exkomuniki i schizmy na duchownych FSSPX oraz wiernych "formalnie przylegających". Jak zgodnie podają kanoniści, nałożenie czy choćby orzeczenie kary przez "notę wyjaśniającą" jest kanonicznie niemożliwe. Innymi słowy: kanoniczne jest jedynie orzeczenie kary zawarte w dekrecie, nie w "nocie". 

Dlaczego nie ma orzeczenia kary na kapłanów FSSPX i świeckich w dekrecie? Ano z powodu tego, co jest zawarte w stanowisku Papieskiej Rady ds. Interpretacji Textów Prawnych z 1996 r., na które powołują się autorzy dekretu i noty: do orzeczenia przynależności do schizmy konieczne jest spełnienie warunków zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych, a to z natury rzeczy musi zostać wpierw zbadane indywidualnie. Innymi słowy: kanonicznie niemożliwe jest orzeczenie popadnięcie w schizmę kapłanów FSSPX oraz świeckich przywiązanych do ich posługi. 

Nie może być prawdziwe i kanonicznie skuteczne także twierdzenie zawarte w "nocie", że kapłani FSSPX odtąd sprawują sakramenty pokuty i małżeństwa nieważnie. Otóż jurysdykcja została im udzielona na mocy dekretu papieskiego w 2015 r. i przedłużona na czas nieokreślony od 2016 r. Oznacza to, że tylko dekret papieski może tę jurysdykcję wycofać, a nie dekret dykasterii, a tym bardziej nie nota wyjaśniająca. Innymi słowy: owa nota jest kanonicznym bublem bez mocy prawnie wiążącej i oszukiwaniem publiczności. Czy León XIV jako kanonista z wykształcenia tego nie zauważył? A może jednak zauważył i świadomie chce takiego stanu rzeczy, żeby zachować furtkę dla dalszych działań względem FSSPX? Należy mieć na uwadze, że kara exkomuniki i to powiązana z orzeczeniem schizmy oznacza, iż papież nie ma już władzy kanonicznej wobec takiej osoby i że konieczne jest wpierw formalne pojednanie, czyli usunięcie exkomuniki, by mogły zostać podjęte jakiekolwiek kroki kanoniczne względem takiej osoby. Innymi słowy: jeśli by teraz ktoś wpadł na pomysł, by dekretem papieskim jeszcze raz orzec czy to exkomunikę dla całego FSSPX czy choćby odebranie jurysdykcji udzielonej przez Franciszka, to albo będzie to kanonicznie nieważne (jako że skierowane wobec osób już exkomunikowanych), albo będzie oznaczało anulowanie przynajmniej "noty wyjaśniającej" z 2 lipca 2026 r. Innymi słowy: to jest chaos kanoniczny i logiczny typowy dla całego modernizmu, zwłaszcza dla bandy bergogliańskiej, oczywiście w połączeniu z niekompetencją przynajmniej kanoniczną oraz zakłamaniem.   

Tym samym "nota wyjaśniająca" po pierwsze wprowadza w błąd co do stanu prawnego, ma więc znaczenie jedynie psychologiczne. Po drugie, ona właściwie niczego nie wyjaśnia, lecz mąci co do stanu prawnego oraz podjudza do nagonki względem kapłanów FSSPX oraz wiernych świeckich z nimi związanych, a to z powodu bezsilności pod względem kanonicznym, gdyż orzeczenie ich za exkomunikowanych i schizmatyków, które musiałoby być indywidualne, jest praktycznie niemożliwe. 

Doszedł element trzeci, mianowicie wytyczne odnoszące się do tego, jak należy postępować z tymi, którzy chcą wyjść ze schizmy. To zakłada oczywiście przyznanie się do przynależności do schizmy, co bardzo ułatwia postępowanie. Pierwsze owoce już się pojawiły: prowincjał dominikanów w Polsce wydał ostrzeżenie przed działalnością o. Wojciecha Gołaskiego, określając go jako exkomunikowanego i schizmatyka. Dochodzą też wieści z różnych diecezyj, że wierni znani z udzielania się zarówno w duszpasterstwach indult owych jak też lefebvriańskich są wzywani do zerwania z FSSPX pod groźbą orzeczenia o przynależności do schizmy i popadnięcia w karę exkomuniki. Modernistów nie interesują względy kanoniczne, czyli kanoniczna nieskuteczność nałożenia kary przez "notę wyjaśniającą". Oni od dawna czekali na ukaz, który da zielone światło do polowania na tradziuchów-schizmatyków. Możliwość wykupienia się też została określona, a warunkiem przygarnięcia na łono modernizmu jest wyznanie wiary w "sobór" oraz Novus Ordo. 

Wygląda na to, że w Watykanie zatrąbiono do Endlösung na tradziuchach. Do tego zmierzano zresztą od początku pontyfikatu bergogliańskiego, a właściwie już począwszy od abdykacji Benedykta XVI. Moim zdaniem został dlatego zmuszony do ustąpienia, ponieważ nie udało mu się wciągnąć FSSPX do regularnych struktur, a zamiast tego poważnie wzmocnił "tradycjonalizm" w wersji indultowej. Posunięcia Franciszka - najpierw "przemiłosierne" potraktowanie FSSPX począwszy od przyznania jurysdykcji od 2015 r., a następnie jeszcze bardziej "miłosierne" uderzenie w indultowców poprzez perdifne "Traditionis Custodes" - są częścią tej taktyki. Jak już zaznaczałem wielokrotnie od lat, jemu chodziło nie o dobro duchowe wiernych przywiązanych do FSSPX, lecz o wepchnięcie w ramiona FSSPX jak największej części katolików tradycyjnych, by następnie wygodnie ich wraz z FSSPX exkomunikować i tym samym "oczyścić" "Kościół synodalny" z tych, którzy się jemu opierają chociażby w myślach. Obecny moment - czyli podjęta konsekracja biskupów - był do przewidzenia i stał się sposobnością dla realizacji tego planu. 

Jest pewne, że FSSPX - przynajmniej w dużej części - już w latach 80-ych przestało chcieć uregulowania kanonicznego, które by oznaczało faktyczne poddanie się władzy rzymskiej ze wszystkimi tego konsekwencjami, które stały się naoczne za pontyfikatu bergogliańskiego (Franciszkanie Niepokalanej, diecezja Ciudad del Este w Paragwaju, diecezja Fréjus-Toulon we Francji itp.). Już abp M. Lefebvre prowadził rozmowy w latach 1987-1988 bez przekonania w możliwość kontynuowania swojej działalności w podległości władzom rzymskim. Tak samo zachowywali się jego następcy aż do pontyfikatu Franciszka. Z drugiej strony władze rzymskie nigdy nie były gotowe się zgodzić na działalność FSSPX w takim kształcie, jaki ona miała, czyli wraz z krytykowaniem "soboru" oraz sakramentów Novus Ordo. Maxymalna doza wspaniałomyślności miała miejsce dopóki miał coś do powiedzenia w Watykanie kardynał J. Ratzinger i potem Benedykt XVI. On dążył do stanu takiego, jaki jest w przypadku instytutów podległych nieboszczce Papieskiej Komisji "Ecclesia Dei", czyli FSSP, ICRSS, IBP itp.: przyznanie prawa do sprawowania liturgii tradycyjnej, w zamian za wyrzeknięcie się atakowania "soboru" i "Novus Ordo". Te warunki są dość logiczne i zrozumiałe, mianowicie z perspektywy utrzymania słynnej "jedności" także ze skrajnymi modernistami: gdyby władze rzymskie nie stawiały takich wymagań wobec tradziuchów, to by zostały oskarżone przez skrajnych modernistów o zdradę "soboru", a to by spowodowało już otwarty bunt i schizmę przynajmniej ze strony takich zamożnych episkopatów jak niemiecki czy usański i kanadyjski. Dziwne, że FSSPX tego albo nie rozumie, albo nie chce rozumieć. Władze rzymskie, jak każda władza, myśli kategoriami ilościowymi: odpadnięcie modernistycznych episkopatów i tym samym zamożnych diecezyj byłoby o wiele boleśniejsze i poważniejsze w skutkach niż ogłoszenie schizmy z tradziuchami. Aczkolwiek jest oczywiste, że także w Rzymie nie brakowało i nie brakuje modernistów, którzy dążą do przekształcenia Kościoła na sposób niemieckiej "synodalności", więc pozbycie się problemu tradziuchów jest dla nich bardzo dogodne. 

Dlatego właśnie zaproszenie wystosowane do FSSPX przez "Tucho" Fernandez'a z lutego bieżącego roku do dialogu teologicznego, jak też wezwanie przez Leona XIV z 29 czerwca do zaniechania sakry zaplanowanej na 1 lipca nie mogło być poważne. Szczególnie groteskowe jest powiedzenie, jakoby papieże doceniali kultywowanie liturgii tradycyjnej oraz formację kapłańską w FSSPX. (Dowodem tego "docenienia" jest los wszystkich tych kapłanów znajdujących się w strukturach oficjalnych, którzy z przekonania sprawowali mniej czy bardziej oficjalnie liturgię tradycyjną i nauczali prawd wiary katolickiej: począwszy od usuwania z parafii, co zwykle oznaczało pozbawienie środków do życia, poprzez wysyłanie do psychologów i psychiatrów, aż do skazania na dożywotny stan nieokreślony, bo ukarać kanonicznie nie było za co, a pozwolić na normalną działalność nie chciano.) Te wszystkie niby zaproszenia i upomnienia tylko gra pozorów na użytek kłamliwej propagandy. Oni wiedzieli, że rozmowy nie mają sensu, gdyż obydwie strony nie chcą porozumienia, skoro FSSPX nie chce się poddać władzom rzymskim, by nie zostać potraktowane jak chociażby Franciszkanie Niepokalanej, zaś władze rzymskie w obecnych tam osobach szczerze nienawidzą nie tylko liturgii tradycyjnej lecz także wszystkiego, co nie pasuje do ich "Kościoła soborowego". 

Jaki będzie dalszy rozwój wydarzeń?

Wygląda na to, że obecnie w Rzymie nadal nadają ton siły skrajnie modernistyczne wrogie katolikom tradycyjnym. Leon XIV albo do nich należy, albo jest, póki co, pod ich wpływem. Jest dość prawdopodobne, że nie rozumie przywiązania do liturgii tradycyjnej, mimo że musiał ją poznać w dzieciństwie. Być może ma jakiś uraz. Raczej myśli o tej kwestii jedynie w kategoriach posłuszeństwa, a także ilościowo, skoro tradziuchy to tylko "krzykliwa" a znikoma mniejszość rzędu jakichś promili. Równocześnie, jak pokazał w swojej pierwszej encyklice, nie stroni od nowości, a tym samym trzymanie się Tradycji czy to liturgicznej czy też doktrynalnej nie jest dla niego ideałem, mówiąc oględnie. Z takiego punktu widzenia także indultowcy mogą przeszkadzać. Matematyk lubi porządek, a liczą się dla niego bardziej abstrakty niż realia i prawda. Jeśli rachunek końcowy się zgadza, to błędy w rozumowaniu się nie liczą. To pokazały jego posunięcia w sprawie FSSPX: cel pozbycia się problemu "uświęca" posługiwanie się ewidentną nieprawdą. 

Możliwe są więc różne dalsze scenariusze. Po pierwsze, może być tak, że indulty chwilowo odetchną, być może będą nawet chwilami głaskane, choć raczej tylko symbolicznie. Nic nie zwiastuje istotnej zmiany postępowania względem indulciarzy. Obecnie raczej wzmocni się inwigilacja i badanie prawilnomyślności, czyli tropienie "kryptolefebvryzmu", by zbierać dowody na konieczność całkowitego zakazu liturgii tradycyjnej, czyli de facto zepchnięcia szczerych tradycyjnych katolików do "schizmy lefebviańskiej". 

Po drugie, może być tak, że sytuacja będzie stabilizowana w obecnych stanie, czyli liczenie na biologiczne rozwiązanie indultyzmu. Szczerze myślący tradycyjnie katolicy odejdą do "bractwa", a w indultach zostaną mniej czy bardziej niedojrzałe chłopaczki ze zboczeniem paleo-fetyszyzmu, co wcześniej czy później musi skończyć się wymarciem. 

Po trzecie, jest też wariant optymistyczny, choć raczej zbyt optymistyczny, by był realistyczny w niedalekiej przyszłości, aczkolwiek ostatnio właśnie głosy na jego rzecz się nasiliły, mianowicie wezwania ratzingerianów (kard. F. Müller, abp G. Gänswein, bp A. Schneider) do restytuowania statusu liturgii tradycyjnej według motu proprio "Summorum Pontificum" z 2007 r. Te zacne osoby mają oczywiście rację. Póki co jednak nic nie wskazuje na to, by Leon XIV poważnie brał pod uwagę głosy tych osób. On dość wyraźnie słucha niemal wyłącznie bandy odziedziczonej po swoim poprzedniku i nie zanosi się na zmianę. 

Podsumowując:

1 lipca 2026 r. oraz w dni następne - poprzez opublikowane dokumenty - sytuacja stała się bardziej klarowna: władze rzymskie potraktowały ostrzem orzeczenia o exkomunice deklaracje ze strony FSSPX, jakoby ono uznawało władzę Leona XIV i jego "posoborowych" poprzedników. Władze pokazały tym samym, że żądają faktycznej i bezwzględnej podległości, a nie deklaracji. Z kolei FSSPX okazało, że nie zamierza faktycznie poddać się tej władzy, dopóki ona sama nie odstąpi od "soboru" i "Novus Ordo". Nie wiem, czy wierchuszka FSSPX rzeczywiście wierzy w realność tego scenariusza. Pewne jest, że ten, kto w coś takiego wierzy, albo bardzo liczy na spektakularny dziejowy cud, albo utracił kontakt z rzeczywistością. Dla FSSPX bardzo wygodne jest trwanie w obecnej sytuacji: robią, co chcą, i budują sobie sławę jedynych wiernych Tradycji Kościoła katolików, niesprawiedliwie prześladowanych ze wszech stron, mianowicie nie tylko ze strony "modernistycznego Rzymu", lecz także indultowców i sedewakantystów. Rosną w siłę, powoli ale stale. Ten trend raczej się nie załamie, przynajmniej dopóki władze rzymskie nie otworzą znów możliwości rozwoju dla liturgii tradycyjnej w ramach oficjalnych struktur. Jednak modernistom bardziej pasuje monopol FSSPX w liturgii tradycyjnej niż wolność dla niej. Paradoxalnie jest tutaj zbieżność interesów. 

Oczywiście nie można wykluczyć, że to będzie sygnał do następnych prześladowań wewnątrz struktur oficjalnych. Moderniści nie są w stanie zniszczyć FSSPX, dopóki ono im nie podlega. Są oni jednak w stanie niszczyć duchownych i świeckich, którzy są w oficjalnych strukturach. Tu się odbywa heroiczne wyznawanie wiary i autentyczne męczeństwo. I stąd tylko może nadejść odnowa Kościoła. Dlatego właśnie FSSPX usilnie stara się wmawiać zarówno sobie jak też całemu światu, że nie jest poza Kościołem, poza jego widzialnymi strukturami, nawet jeśli władze rzymskie orzekły - czy usiłują orzekać - inaczej. Dla odnowy Kościoła oczywiście byłoby znacznie lepiej, gdyby wszyscy wierzący po katolicku - z sedewakantystami włącznie - nie walczyli przeciwko sobie, lecz ze wspólnym wrogiem, jakim są apostaci modernistyczni na stołkach kościelnych różnych szczebli. 

Dlatego istotne jest docenienie tego, co łączy, mianowicie wiara katolicka. Ona równocześnie oddziela nas od apostatów modernistycznych. To nie wyklucza, lecz wręcz zakłada wzajemne upominanie co do błędów, które uderzają w naszą wiarygodność. To nie upominanie godzi w nią, lecz nieżałowane i niekorygowane błędy. 

Pierwszym i najważniejszym orężem jest umiłowanie prawdy, nawet jeśli godzi ona we własny egoizm. Modernizm buduje na fałszu i kłamstwie, i to są jego główne narzędzia, co widać na co dzień i też w uroczystych dekretach. Nie wolno nam posługiwać się takimi samymi środkami, choć wielu w FSSPX - zwłaszcza z sekty stehliniańskiej - tego nie rozumie. 

Drugim narzędziem jest zdobywanie solidnej wiedzy teologicznej, czego brakuje dość wyraźnie akurat w FSSPX, nawet jeśli ich poziom jest znacznie lepszy niż u absolwentów seminariów modernistycznych. Rzetelna teologia chroni zarówno przed herezjami jak też przed nieroztropnością w praktyce. 

Po trzecie, ćwiczenie się w ofiarności przeciw egoizmowi i szukaniu własnych korzyści (czy to materialnych czy bardziej wysublimowanych jak popularność), także w interesie grupowym. Pod tym względem Kościół szczególnie różni się od wszelkich sekt: w Kościele rządzi prawda i szczera, ofiarna miłość, natomiast w sektach fałsz, zakłamanie oraz interes czy to indywidualny czy grupowy. I to Kościół będzie ostatecznie tryumfował, nawet jeśli doznaje ucisku, a nie jakakolwiek sekta pod jakąkolwiek nazwą czy podszywająca się pod Kościół Chrystusowy. 

W tym znaczeniu 1 lipca wydarzyło się wiele. Nie tylko to, że cały świat zobaczył kapłanów, kleryków i tysiące wiernych przywiązanych do Tradycji Kościoła. Zobaczył także zakłamanie, nawet wręcz perfidię ze strony tych, którzy występują niby ze strony Kościoła. Pewne jest, że człowiek, który z czystym sercem szuka prawdy, dość łatwo rozpozna, komu warto zaufać, kto reprezentuje prawdę Chrystusową. Ostre, a właściwie pokrętne pisma mogą pociągnąć najwyżej tych, których myślenie ogranicza się do kibicowania swoim. 

Oczywiście należy docenić istotny wkład śp. abpa M. Lefebvre'a oraz jego FSSPX w sprawę zachowania Tradycji doktrynalnej i liturgicznej Kościoła. Bez wątpienia FSSPX jest największą i najbardziej prężną organizacją, która stawia sobie taki cel, co wynika zapewne z geniuszu jego założyciela. Historia pokaże, czy istnienie FSSPX jest dowodem na to, że trzymanie się Tradycji jest ważniejsze dla Kościoła niż absolutne poddanie się władzy kościelnej, czy odwrotnie, czyli na to, że to poddanie się władzy jest ważniejsze i niezbędne. A to zależy przede wszystkim od tego, czy i na ile FSSPX stale zachowa wierność dla Tradycji, którą deklaruje i sobie stawia za cel. Do tego nie wystarczy stosowanie tradycyjnej liturgii Kościoła, choć jej porzucenie musi prowadzić przynajmniej do poważnych zawirowań, jeśli nie wręcz do zerwania z Tradycją także doktrynalną, czego jesteśmy świadkami od lat 60-ych i to coraz bardziej. Pewne jest, że FSSPX przetrwa próbę czasu tylko wtedy, gdy trwale zachowa wiarę katolicką nieskażoną i nieskażone sakramenty, nawet jeśli to będzie czynić wbrew woli aktualnych władz kościelnych. Pozostaje jednak pytanie, czy w oderwaniu od aktualnej władzy kościelnej praktycznie możliwe będzie trwałe zachowanie czystej doktryny katolickiej. Czas pokaże. 

194 komentarze:

  1. Ksiądz Olewiński gotuje 🔥🔥🔥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dobrze gotuje :)

      Usuń
    2. Widzę, że jakieś dzieci zaczęły przychodzić na tego bloga.

      Usuń
    3. Po czym Pan wnosi ?

      Usuń
    4. lepiej tutaj niż do o. Szustaka :)

      Usuń
    5. Ad anonimowy 6 lipca 2026 07:56
      W sumie racja :)

      Usuń
  2. Co się stało? Prawdziwa Niezmienna Wiara właśnie ponownie jest spychana do katakumb i najlepsze jest to, iż dzięki temu przetrwa! Jak zostało oznajmione wieki temu! Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama już dawno zeszła do katakumb i chyba lubi tam pozostawać

      Usuń
  3. Katolicy, odmawiając posłuszeństwa heretykom, którzy celebrują rocznicę reformacji Marcina Lutra, mianują kardynałami bluźnierców takich jak o. Timothy Radcliffe OP, uprawiają nierząd religijny, (tutaj wstaw 10 tomowy wypis innych heretyckich i apostackich aktów neomodernistów), wyświecili katolickich biskupów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten ton jest tonem dumnym. Jakby ktoś komuś rzucał rękawicę na pojedynek. Gdy święci się mężczyznę na kapłana, to biskip pyta: "czy mnie i moim następcom przyrzekasz CZEŚĆ i posłuszeństwo?". Zadam zatem trzy pytania do Anonimowego: 1) czy jedno zło może kiedykolwiek usprawiedliwić drugie? 2) Czy może istnieć jakakolwiek instancja oprócz Rzymu, która może wiąząco stwierdzać, czy Rzym ma prawdziwą wiarę, czy też nie, i od swego autorytatywnego sądu uzależniać, czy chce być w duchowej, jak i kanonicznej wspólnocie z Rzymem? 3) Gdzie jest werbalnie wyrażona CZEŚĆ względem Papieża w tzw. mandatum apostolicum odczytanym 1 lipca? A może jest to ton wojowniczy, gotowy do pojedynku?

      Usuń
    2. Co tu jest do stwierdzania? Od 60 lat każdy, który ma katolicki zmysł wiary i elementarną wiedzę religijną może zobaczyć na własne oczy demolkę Kościoła katolickiego. Wszystkie te skandale, Asyże, całowania Koranu, Pachamamy, wielokrotne uczestnictwa w pogańskich rytuałach, w żydowskich i protestanckich obrzędach religijnych to nie potrzeba do tego bycia kanonistą, żeby zobaczyć co jest nie tak. Wystarczy to, co było oczywiste dla naszych katolickich pra- i prapradziadków, czyli rozumienie, co po katolicku oznacza pierwsze przykazanie "nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną". A żeby dostrzec co jest nie tak, gdy się widzi te wszystkie bluźniercze, synkretyczne, dziecinne i pedalskie profanacje to wystarczy rozumieć drugie przykazanie "nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno". To są najprostsze podstawy. "Wasza mowa niech będzie tak, tak, nie, nie. A co ponadto od złego pochodzi".

      Usuń
    3. Od tego jest rozum. Kościół nakazuje unikać heretyków, robi to już w Piśmie Świętym. Nakazywał nie być we wspólnocie z arianami, a więc odróżnić tych, którzy propagują fałszywe doktryny od tych, którzy mają prawdziwą wiarę. Nie kto inny jak świecki wystąpił przeciwko biskupowi Kościoła katolickiego, Nestoriuszowi, głoszącemu herezję. W historii hierarchia nieraz przekonywała się o gniewie świeckich mieszkańców Rzymu. W dobie Internetu i szybkiego dostępu do książek katolickich wydanych przez SWII, coraz więcej ludzi dobrej woli przekonuje się, że nastąpiło zerwanie z religią ukazaną w tych książkach i wyciąga wnioski. Nie wszyscy ludzie są degeneratami gotowymi korzystać docześnie na stopniowym zaprzeczaniu kolejnym punktom doktryny katolickiej, w końcu wystąpią tłumnie przeciwko oszustom. Mimo wszystko zachowuję jeszcze taką nadzieję.

      Usuń
    4. Pan nie mierzy się z postawionymi pytaniami. Pisze Pan dużo, ale na pytania nie odpowiada wprost. Nie tak czynił Doktor Anielski.

      Usuń
    5. No to odpowiadam na pytania. Nie wiem co to jest "drugie zło". Jeśli są to te konsekracje biskupie to nie uważam w ogóle tego jako "zła". Zresztą w umiarkowanym stopniu, choć nie jednoznacznie definitywnie wątpię w ważność sakr Novus Ordo, a więc również w ważność episkopatu konsekrowanego w ten sposób. Nie mówię wprost, że są nieważni, ale pewności nie mam. Więc choćby dlatego sądzę, że takie sakry jak ta z Econe są potrzebne. Odnośnie pytania drugiego wymieniłem NIE wszystkie dowody, które praktycznie na tacy pokazują jak w praktyce rozwalono legitymizację pierwszego i drugiego przykazania. Do tego nie potrzeba żadnego magistra z teologii. Odnośnie pytania trzeciego to w ogóle najpierw trzeba byłoby mieć pewność, czy mamy stan sede plena, czy sede vacante. Nie mam takiej pewności moralnej między innymi właśnie przez czyny deklaratywne (nie wynikające ze słabości, tylko z podważenia nauki) podważające zwłaszcza pierwsze, drugie i szóste przykazanie.

      Usuń
    6. Uważam, że w sprawach takiej wagi nie tylko potrzeba być teologiem, ale bardzo dobrym teologiem. Do tego nie wystarczy katechizacja, choćby wieloletnia, oraz przeczytanie nawet sporej ilości książek. Potrzeba raczej ciężkiego metodycznego studium filozofii i teologii. Jeżeli jest się człowiekiem świeckim i lwią część swego czasu poświęca się pracy, to nie sądzę, aby było się jakkolwiek w stanie zmierzyć się z tak poważnymi pytaniami. Myślę także, że Pan Bóg nie wymaga od świeckich takich umiejętności. Przecież: "Bądźcie posłuszni przełożonym waszym i bądźcie im poddani. Abowiem oni czują, jako którzy za dusze wasze liczbę oddać mają. Aby to z weselem czynili, a nie wzdychając: bo to wam niepożyteczno" (Do Żydów 13,17). Inna rzecz, że poddanie się przełożonym, to nie rezygnacja z rozumu. Tylko tu jest delikatna sprawa, bo w wierze przecież nie wszystko da się pojąć rozumem. Zatem posłuszeństwo - tak, i to pełne, ale rozumne.
      PS: "Do tego nie potrzeba żadnego magistra z teologii" - stwierdzenie bardziej ad personam niż ad rem. Nie wypada używać w dyskusji.

      Usuń
    7. Magistra z teologii albo i więcej potrzeba do takich rzeczy może jak ustalenie, czy mamy aktualnie papieża, czy nie, dlatego nie mówię ani tak ani nie, ale takie rzeczy jak liczne przypadki bałwochwalstwa, np w Asyżu czy Pachamama albo to, że obecny KPK wprowadził kryteria nieważności małżeństwa umożliwiające tak naprawdę unieważnienie od ręki, czyli po prostu zwykłe rozwody to dziecko zauważy.

      Usuń
  4. Ekskomunika dla całego Bractwa i wiernych Tradycji uzmysłowiła mi, że może być wielu katolików, którzy choć nie przynależą formalnie do Bractwa, to jednak akceptują w pełni to, czego Bractwo naucza i mają negatywny stosunek do dokumentów SVII (o wolności religijnej, ekumenizmie). Wobec tego czy taki katolik - który nie uczęszcza wprawdzie na Mszę św. do Kaplic Bractwa św.Piusa X (bo nie ma ich w pobliżu) ale nieraz słucha nauczania kapłanów Bractwa publikowanych na youtube - ma uważać, że też jest ekskomunikowany? Czy ma się z tego spowiadać i "pojednać się"? z Rzymem?
    Czy mógłby Szanowny Ksiądz odnieść się to tego zagadnienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są już pewne wyjaśnienia dostępne w internecie. W takim przypadku nie zachodzi. Zastanawia mnie czemu właściwie ma służyć ekskomunika wiernych i czemu tak jest to skomplikowane, by zrozumieć kto jest a kto nie jest? W 1988 przecież świeckich chyba nie ekskomunikowali...

      Usuń
    2. Uprzedzę Czcigodnego. Myślę, że trzeba odróżnić grzech, a więc to co niewidzialne, schizmy od przestępstwa, a więc to co widzialne, schizmy. Ta ekskomunika jest za przestępstwo schizmy, a więc odpowiadając - moim zdaniem - nie zachodzi w opisanym przypadku przestępstwo schizmy, które zostało ukarane 2 lipca. Inna rzecz, że można grzeszyć schizmą lub zbliżać się do niej. Tu przydałby się rachunek sumienia z uprzednim poznaniem, czym grzech schizmy jest.

      Usuń
    3. Czy mógłby czcigodny ksiądz wyjaśnić czy FSSXP jest faktycznie w "schzimie" i czy istnieje w ogóle coś takiego jak "ekskomunika wiernych" z takiego powodu ??

      Usuń
  5. Ekskomunika dla wiernych świeckich jest bardzo szeroka i niedookreślona. Co mają zrobić rodzice, których dzieci uczęszczają do szkół prowadzonych przez Bractwo? Czy oni i dzieci też mają opuścić te szkoły, bo w przeciwnym wypadku będą uważani przez Watykan za ekskomunikowanych? Związek z Bractwem na pewno jest i to nie okazjonalny. W Polsce jest taka szkoła w Józefowie k.Warszawy i cieszy się dobrą opinią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdyby to nie chodziło o Bractwo, tylko o zgromadzenie luterskie, to zadałby Pan takie pytanie?

      Usuń
    2. Dyskutowałem zarówno z protestantką, jak i Świadkami. Wykazali się odpornością na argumenty rozumu wierzącego. Pana jednak nie posądzam o fideizm.

      Usuń
    3. Właśnie o to chodzi, że ci atakujący tradycjonalistów, w tym lefebrystów to są często modelowi fideiści. Ciągle jak w młynie mielą to samo słowo, że "trzeba być posłusznym papieżowi", co jest całkowitą prawdą, ale nie odpowiadają na pytanie DO CZEGO być posłusznym? Skoro wiara opiera się na poznaniu rozumowym to każdy kolejny rok co najmniej od V2, a możliwe, że nawet już od 1958 roku dostarcza dowodów na to, że zarówno teoria, jak i praxis nowego, neomodernistycznego kursu rozjeżdża się z tym, co Kościół nauczał przez wszystkie wcześniejsze wieki. Jak na tacy widzi się zdjęcie, że ten i ten legitymizował synkretyzm religijny, różne przyjmowania szamanów odprawiających na miejscu rytuały to niedobra o tym mówić, bo przecież cuda były. Bo przecież zjawa w jakimś szemranym "objawieniu" to powiedziała. To jest bardzo typowe myślenie w posoborowiu i to jest modelowy fideizm. Szukanie cudów zamiast wziąć do ręki Katechizm.

      Usuń
  6. Ten x.Bańka to rzeczywiście jest upośledzony intelektualnie. Cały czas bredzi o "stanie WYŻSZEJ konieczności"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porównaniu do posoborowych celebrytów x. Bańka to jednak geniusz. A patrząc na to co się dzieje w Kościele ciężko zaprzeczyć że stan jest wyjątkowo ponury ....

      Usuń
  7. Na anglojęzycznym kanale Raymond Arroyo ksiądz kanonista Gerald Murray wyjaśnia, że dekret o ekskomunice wymienia wprost tylko sześciu biskupów. Oprócz dekretu wydano jeszcze notę wyjaśniającą, która mówi o księżach Bractwa i świeckich, że też są ekskomunikowani jeśli są przywiązani do schizmy, lub przyłączyli się do Bractwa i trzymają się dyscyplinarnych i doktrynalnych stanowisk Bractwa. Ksiądz określił to kanonicznym bałaganem, bo nota wyjaśniająca może wyjaśnić to, co zawiera dekret, ale nie może niczego dodać do Dekretu. A Dekret nie mówi, że księża są ekskomunikowani. Według kanonisty w tej kwestii jest kanoniczny błąd autorów tych dokumentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale świecki nie może "dołączyć się do Bractwa" bo niby jak? Może co najwyżej chodzić na mszę do bractwa i korzystać z posług kapłanów.

      Usuń
    2. Dlatego widać tu grę na zastraszenie i spowodowanie ażeby "wahający się" katolicy zaczynający dostrzegać kryzys lepiej od razu dali sobie spokój ze zwracaniem się ku Tradycji i pozostali w modernizmie bo jeszcze podpadną pod punkt z noty grożącego ostrym nieubłaganego postępu palcem "Tuco" Fernandeza. Noty, czyli dokumentu jaki nie może nakładać kary tylko objaśniać tę zawartą w dekrecie (gdyby ktoś chciał go brać serio jak i całą wiarę Vaticanum II).

      Usuń
    3. Wierny może się zapisać do różnych tercjarzy, trzecich zakonów, itp. wspólnot pozostających "pod opieką" Bractwa, gdzie podczas dołączenia do nich jest jakaś forma "formalnego" odtąd przynależenia. Ale nawet gdyby to do nich odnieść, to przecież to nie ma znaczenia gdy wspomina o tym szeroka interpretacja noty ("wyjaśnienia wyroku"), a nie dekretu ("wyroku"). Tuco tak w tym odleciał za orbitę chyba czekając tylko na okazję jak najmocniejszego skarcenia FSSPX, że można pokusić się o hipotezę, iż chyba tylko sam Pan Bóg musiał jakoś prowadzić jego rękę by skonstruować taką "notę" i "procedurę powrotu" do struktur oficjalnych żeby przypadkiem nikt rozumny nie brał tego na serio.

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Będzie reakcja na wywody x. Banki ?
    Czy można "ekskomunikować" świeckich ?? I za co w tej kwestii?
    Pomijając kwestie mówiąc delikatnie uchybień FSSXP to przerażająca jest fala hejtu na nich przez zaczadzonych posoborowiem. Na argumenty Bractwa że Watykan sprzeniewierzył się autentycznej nauce kościoła nie mają za bardzo argumentów to trzeba "zaszczuć". Główna moda to wyzywanie od schizmatyków.
    No właśnie czcigodny księże są podstawy do takiego zarzutu ?
    P.s. będzie komentarz do listu przełożonego do papieża ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Na argumenty Bractwa że Watykan sprzeniewierzył się autentycznej nauce kościoła nie mają za bardzo argumentów"
      A jakie mają być argumenty posoborowców przeciwko faktom? Contra factum non est argumentum.

      Usuń
    2. No nie mają dlatego chcą zniszczyć FSSXP i szczują na nich

      Usuń
  10. Konsekracje biskupów pomocniczych miało dokładnie taki sam rytuał i prefację również (jeżeli nie, to proszę to wykazać) zatem argument, że Bractwo przeczy samym sobie, co innego mówią co innego robią jest nietrafiony. Może po prostu Kościół konsekrując biskupa zawsze pragnie aby miał on własną stolicę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy szanowny Ksiądz mógłby powiedzieć czy dopuszczalne jest korzystać obecnie z zakupionych jeszcze przed 1 lipca modlitewników, książek i tp. z wydawnictwa Bractwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żarty Pan sobie stroi? Natychmiast do pieca lub ogniska, a samemu biegiem pod paciamamę parę pokłonów oddać albo nad koranem pomedytować.

      ;)

      Usuń
  12. Julitta Cioch4 lipca 2026 22:18

    To dobrze, że Pan/Pani nie jest upośledzony/a intelektualnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. "Nasuwa się pytanie, dlaczego FSSPX oficjalnie głosi uznawanie "papieży soborowych", a równocześnie de facto nie poddaje się ich władzy, gdyż czyni wszystko zupełnie bez ich woli, a nawet wbrew ich woli." - nie jestem zwolennikiem Bractwa, ale nie do końca rozumiem, Księże:
    - Przecież na tym polega cały szkopuł, że gdyby Bractwo (lub ktokolwiek inny), poddawał się władzy papieży posoborowych to każdy z nas musiał by "podpisać" posoborowo-ekumeniczno-protestancką lojalkę.
    Czy jeśli Papież nakazałby udzielać biskupowi/prezbiterowi Komunii na rękę, to uważa Ksiądz, że mieliby się oni na to zgodzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego, że ślepe posłuszeństwo jest tylko w sektach, a nie w Kościele Katolickim. Jeżeli przełożony działa wbrew prawu Bożemu, np. rozkazuje popełnić grzech to ma się nie tyle prawo ale obowiązek odmówić. Św. Paweł zganił św. Piotra, pierwszego papieża co czytamy na kartach Pisma Świętego.

      Usuń
    2. Proszę sobie zadać mądrzejsze pytanie. Czy jeśli Papież nakazałby udzielać biskupowi/prezbiterowi Komunii na rękę to biskup/prezbiter powinien dokonać konsekracji biskupów bez zgody papieża?

      Wśród wiernych, zwolenników i przychylnych Bractwu zapanowała jakaś dziwaczna moda usprawiedliwiania własnej herezji błędami innych.

      Usuń
    3. Jakiej herezji?

      Usuń
    4. O jakiej własnej herezji Pan/Pani pisze? Proszę rozwinąć ten temat bo zaciekawiło mnie to. Z góry dziękuję

      Usuń
    5. Anonimowy4 lipca 2026 23:24 - ta analogia, na ile rozumiem, jest bez sensu bo nie chodzi o to by usprawiedliwiać swoje błędy błędami innych. Jeśli jest jakiś moment na święte nieposłuszeństwo, to gdzie on się znajduje? Oczywiście pomijam bezpośredni nakaz do grzechu, ale wiadomo, że Watykan gra na przeczekanie i śmierć tradycji. Czy walka o zachowanie wiary usprawiedliwia taki akt konsekracji czy mamy opierać się jedynie grzechowi bezpośredniemu i czekać na nowego Atanazego? Zdarzy przyjść czy zastanie zgliszcza?

      Usuń
    6. "Proszę sobie zadać mądrzejsze pytanie. Czy jeśli Papież nakazałby udzielać biskupowi/prezbiterowi Komunii na rękę to biskup/prezbiter powinien dokonać konsekracji biskupów bez zgody papieża?"
      Na głupie pytanie jest głupia odpowiedź. Jeśli Anonimowy myśli, że chodzi tylko o komunię na rękę to Anonimowy chyba przeoczył całe 60 ostatnich lat.

      Usuń
    7. @Anonimowy5 lipca 2026 00:23

      Walka o zachowanie wiary nie może usprawiedliwiać odchodzenia od Wiary.

      Usuń
    8. Kto odchodzi od Wiary?

      Usuń
    9. Przedmiotem wiary katolickiej nie jest "posłuszeństwo bezwzględne urzędom w sprawach dyscyplinarnych". Przedmiotem wiary katolickiej są dogmaty czyli prawdy wiary objawionej powszechnie, np. "Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy", "Bóg stworzył człowieka", "Bóg jest w Trzech Osobach".

      Usuń
  14. Piszę to jako osoba, która ma obojętny stosunek do Bractwa, a wręcz czuje niechęć do nich.
    Co w takim razie miałoby ów Bractwo zrobić? Poddać się woli Papieża, i za kilkadziesiąt lat zakończyć działalność z powodu braku biskupa i prezbiterów, czy jak to Szanowni widzą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie konsekrować biskupów skoro Papież zakazał.

      Usuń
    2. I pójść do synagogi bo kardynał Ryś kazał.

      Usuń
    3. Bractwo powinno dojść wreszcie do wniosku, że tron jest pusty.

      Usuń
    4. Ale Bractwo tego nie zrobi, bo jest zwyczajnie obłudne. Nie mam pojęcia jak oni chcą na kłamstwie odbudowywać prawdziwą wiarę.
      To się udać nie może bo już zaczęli produkować nową teologię, która usprawiedliwia ich bunt. Bunt przeciwko legalnej władzy, jak sami twierdzą, nie przeciw heretyckiej uzurpacji.

      Usuń
    5. Chyba na tym Watykanie zależy aby wepchnąć FSSXP w stronę sedewakante ale przełożony w swoim liście raczej rozbroił tę bombę.

      Usuń
    6. Jakby nie konsekrowani teraz jak i poprzednio to o katolickiej mszy słyszelibyśmy tylko z opowieści a modernizm już dawno zatriumfowały w Kościele na 100% i wiara katolicka przestała by istnieć.

      Usuń
    7. Chyba "owo bractwo"? Rozpanoszyła się ostatnimi czasy dziwna maniera używania zaimka "ów" bez odmieniania go przez rodzaje i przypadki.

      Usuń
  15. Na ile jestem w stanie zrozumieć tę zagmatwaną sytuację, tzw. ekskomuniki są całkowicie nieważne (de facto nikt nie został ekskomunikowany), a jednocześnie racja jest po stronie Bractwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tym polega ekskomunika latae sententiae, że następuje automatycznie i nie nakłada jej żadna władza, zatem dekret nie nakłada na nikogo ekskomuniki, a jedynie deklaruje, że wymienionych z imienia i nazwiska sześciu biskupów zaciągnęło na siebie ekskomunikę poprzez dokonanie "aktu schizmatyckiego". Używając języka nauk prawnych, ma charakter deklaratywny, nie konstytutywny. Problem w tym, że dekret wydano ze złamaniem prawa kanonicznego, bo nikt nie badał, czy nie zachodzą wyłączenia z kanonu 1323, czy ograniczenia wymiaru kary z kanonu 1324, nikt nie zapewnił prawa do obrony i dwóch asesorów wymaganych przez kanon 1720, a zastosowania tego kanonu w wypadku kary pozasądowej wymaga kanon 1342 § 1. Kompletne, absolutne bezprawie. Czy Leon XIV, doktor prawa kanonicznego, o tym nie wie? Śmiem wątpić.

      Usuń
    2. "Prawo jak My je rozumiemy" i SV2 "uber alles". Współczesna hierarcha kościoła mentalnie totalne lewactwo, jakby się polityków UE słuchało...

      Usuń
  16. Jak z perspektywy czasu oceni Ksiądz swoje pierwsze artykuły na temat osoby Leona XIV?

    OdpowiedzUsuń
  17. A więc twierdzi Ksiądz, że dla FSSPX byłoby lepiej podporządkować się władzom rzymskim i być, jak to Ksiądz napisał, męczennikami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpinam się pod to pytanie ale ja bym je zadał w otwartej formie: jaką długofalową strategię powinno obrać FSSPX lub dowolne inne takie stowarzyszenie? Zadaniem jest zachowanie depozytu wiary, a ci, którym trzeba być podporządkowanym w zasadzie w sposób jawny są przeciwni zachowaniu depozytu wiary.

      Usuń
  18. Dobrze byłoby gdyby Ksiądz Dariusz wyjaśnił wobec tego zamętu czy teraz faktycznie sakrament pokuty jest nieważny, czy jednak ważny, gdy sprawują go kapłani FSSPX

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież Ksiądz to wyjaśnił bardzo zwięźle i jasno. Cytuję:

      "Nie może być prawdziwe i kanonicznie skuteczne także twierdzenie zawarte w "nocie", że kapłani FSSPX odtąd sprawują sakramenty pokuty i małżeństwa nieważnie. Otóż jurysdykcja została im udzielona na mocy dekretu papieskiego w 2015 r. i przedłużona na czas nieokreślony od 2016 r. Oznacza to, że tylko dekret papieski może tę jurysdykcję wycofać, a nie dekret dykasterii, a tym bardziej nie nota wyjaśniająca. Innymi słowy: owa nota jest kanonicznym bublem bez mocy prawnie wiążącej i oszukiwaniem publiczności."

      Usuń
    2. Dziękuję. Gdzieś musiałem przeoczyć.

      Usuń
  19. Nie skomentuje czcigodny ksiądz listu przełożonego ?

    OdpowiedzUsuń
  20. "Pozostaje jednak pytanie, czy w oderwaniu od aktualnej władzy kościelnej praktycznie możliwe będzie trwałe zachowanie czystej doktryny katolickiej. Czas pokaże. "
    Cóż innego pozostaje ? Chyba większa szansa że autentyczna wiara przetrwa w FSSXP niż że Rzym się nawróci. Oczywcie są też takie zacne osoby jak czcigodny ksiądz ale to dość rzadkie zjawisko niestety.

    OdpowiedzUsuń
  21. A czy sam dekret jest ważny? Dlaczego nie podpisał się pod nim osobiście papież Leon, skoro jest kanonistą, tylko oddelegował kardynała o wątpliwej reputacji? Przecież nakładanie ekskomuniki należy do papieża? Za udzielenie komunii psom jakoś ekskomuniki nie było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podłączam się do pytania. Ksiądz Dariusz odpowie? A może wyjściem byłoby napisanie oficjalnego pisma do Watykanu z wytknięciem tych błędów. Ciekawe co by wtedy zrobili?

      Usuń
    2. Ważność dekretu nie ma nic wspólnego z tym, czy ekskomunika zaszła czy nie, dlatego że chodzi o automatyczną ekskomunikę latae sententiae, więc dekret tylko deklaruje, że ktoś sam na siebie ją zaciągnął. Publikować dekrety mogą gdzie i jak chcą, natomiast prawa powszechnie obowiązujące (pomijając to, że "nota wyjaśniająca" nie jest w ogóle aktem prawa kanonicznego) muszą być opublikowane w Acta Apostolicae Sedis, a nie na jakichś dziwnych stronach.

      Podsumowując, ten dekret pod względem prawnym jest wydanym ze złamaniem prawa kanonicznego (kanony podałem w innym komentarzu) bublem deklarującym zaciągnięcie ekskomuniki przez 6 osób, którego znaczenie polega wyłącznie na daniu sygnału szczujni by rozpoczęła pogrom. Bolszewicy stosują bolszewickie metody.

      Usuń
    3. "A może wyjściem byłoby napisanie oficjalnego pisma do Watykanu z wytknięciem tych błędów. Ciekawe co by wtedy zrobili?"

      Zgaduję, że pozostawiliby je bez odpowiedzi, lub za jakiś długi czas może uznali racje w jakimś zakresie, w ramach politycznych targów, lub podtrzymaliby je wbrew prawu, rozumowi i sprawiedliwości. Ponieważ sprawa jest polityczna i dotyczy ideologicznych fundamentów Nowego Adwentu, na uczciwe rozpatrzenie rekursu, moim zdaniem, nie ma szans.

      Polecam zapoznać się z odpowiedziami komisji Ecclesia Dei na zapytania wiernych z czasów sprzed Summorum Pontificum. Czasami człowiek miał wrażenie, że one zależą od tego, kto się akurat dorwał do pieczątki.

      Usuń
    4. Dekret nawet jako błędny ma pewny skutek prawno-kanoniczny, wymaga bowiem przyjęcia automatycznie, że prawnie jest skuteczny, a to oznacza, że należy zachowywać się w sprawie sakramentów jakby działał mocą prawa, a tym samym przezornie np. spowiedź u modernistów. Jednocześnie nawet zgodny z prawdą dekret, czyli jeśliby ekskomunika faktycznie była zaciągnięta z mocy prawa, nie odbiera wiernym prawa do przekonania i wyrażania publicznie, że dekret jest niesłuszny. Czymś innym jest: podporządkowanie się skutkom prawnym dekretu, czymś innym adekwatność treści dekretu do stanu faktycznego, a czymś innym prawo do szczerego przekonania i wyrażania przekonań nawet krytycznych wobec Dykasterii czy papieża w kwestiach administracyjnych, tu dyscyplinarnych.

      Usuń
    5. Anonimowy7 lipca 2026 04:03 istotą deklaratoryjności jest powiązanie skutków z samą czynnością (faktyczną w tym wypadku), a nie z wydaniem dekretu (albo inną czynnością prawną), więc jeśli ekskomunika zaszła, to w momencie wyświęcenia biskupów, a dekret jedynie podaje ten fakt do wiadomości po to, żeby nikt nie mógł powoływać się na nieznajomość tego faktu, i tylko taki jest jego skutek prawnokanoniczny. Nie ma żadnej wątpliwości co do ważności spowiedzi i małżeństwa u lefebrian ponieważ "nota wyjaśniająca" nie jest aktem prawnym znanym prawu kanonicznemu, a nawet gdyby była, to żeby być prawem powszechnie obowiązującym musiałaby być opublikowana w Acta Apostolicae Sedis.

      Usuń
    6. zigzag7 lipca 2026 18:55
      Gwoli wyjaśnienia, nigdzie nie twierdzę, że jeśli ekskomunika zaszła, to w innym czasie i okoliczności związkowej niż w momencie wyświęcenia biskupów, ani również, że dekret robi coś innego niż podaje ten potencjalny fakt do wierzenia. Napisałem, że sam dekret pomimo tego ma skutek prawny w zakresie obowiązywania wiernych, na zewnątrz, niezależnie od tego, czy jest błędny co do stanu przedmiotowego czy nie jest. Dlatego zachęcam do ponownego przeczytania mojego poprzedniego wpisu.

      Usuń
  22. Sprawa FSSPX przypomina sprawę starowierców po reformie liturgii patriarchy moskiewskiego Nikona z 1666 roku. Tam też się zrobił podział i powstali starowiercy, którzy byli bardziej gnębieni niż FSSPX oraz nie mieli i nie mają takiej swobody jak tradycjonaliści w Kościele Powszechnym. Fakt jest, że nie stanowią głównego nurtu w prawosławiu i tworzą jakieś niewielkie sekty nie będące w łączności z Patriarchatem Moskwy lub będące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki5 lipca 2026 16:56

      Nie. W tamtym sporze chodziło dokładnie o coś odwrotnego, gdyż Nikon chciał czegoś, co można by bardziej porównać do reform Soboru Trydenckiego (oczyszczenie obrzędów z naleciałości niezgodnych z liturgią bizantyńską) czy w ogóle do katolicyzmu, jak np. uniezależnienie Kościoła od caratu. Innymi słowy: to raskolnicy (staroobrzędowcy) byli "modernistami", nie Nikon. Zaś ich losy potoczyły się też dlatego dość nędznie, bo nie mieli biskupów.

      Usuń
    2. Porównanie tradycyjnego katolicyzmu do starowierców to absurd, bo Nikon nie stworzył nowej liturgii. A co najważniejsze nie stworzył nowej teologii. W naszym przypadku jest po prostu pełzająca masońska rewolucja.

      Usuń
    3. Nikon zrobił archeologizm i wziął mszały/typikony/slużebniki od mnichów z góry Athos i przywiózł do Moskwy i zabronił obecnego sposobu odprawiania Mszy i kazał wrócić do starego (tzw. archeologizm). Sobór też chciał, aby liturgia przypominała bardziej starożytna wiec usunięto modlitwy u stopni ołtarza, przywrócono czytanie ze Starego Testamentu, modlitwę wiernych czy liczne prefacje. FSSPX podobnie jak starowiercy uważają, że liturgia którą zastali była dobra i nie wymagała żadnych zmian. Efekt ten sam. Wąska grupka przeciwko i wyzywająca większość od heretyków, a większość która przyjęła odprawia liturgię po reformie.

      Usuń
    4. Co za bzdura, przecież to reformatorzy poszli w potępiony archeologizm na czele z przywróceniem stołów zamiast ołtarzy.

      Usuń
    5. Problem z tym, że o ile Nikon rzeczywiście po prostu powrócił do greckich praktyk liturgicznych to novusowcy wymyślili sobie ryt, którego w starożytności nawet nie było. A był raczej kopią od protestantów przypominającą raczej współczesne żydowskie i masońskie rytuały niż pierwotną katolicką liturgię. Wystarczy popatrzeć na Boską Liturgię św. Jakuba, która jest najstarszym zachowanym rytem. Chrześcijanie wtedy sprawowali Mszę ad orientem wierząc, że z kierunku wschodniego obserwują kiedy Chrystus powróci, a czegoś takiego jak stół w obecnym kształcie to nawet nie było. Nawet Ratzinger, który miał wielki wpływ ideologiczny na V2 to przyznał.

      Usuń
    6. Przynajmniej w jednej kwestii starowiercy mieli rację: w sposobie robienia znaku krzyża, tzn. dwoma palcami, a nie trzema. Nikon uważał, że dwa palce to ruska naleciałość i błąd, a oryginalny sposób to żegnanie się trzema palcami, tak jak robili to wówczas (i robią dotychczas) Grecy. Boris Uspienski jednak w "Krzyż i koło" wykazuje, że to właśnie dwa palce były pierwotne. W międzyczasie Grecy zmienili praktykę na trzy palce i tak to się rozpowszechniło, ale nie można powiedzieć, że dwa palce to było jakieś odejście od tradycji czy zepsucie liturgiczne.

      To tak w ramach ciekawostki i lekkiego zniuansowania dyskusji.

      Usuń
    7. Kiedyś na blogu 'Prawosławny Partyzant' pod artykułem o znaki krzyża jeden komentujący przytoczył Uspienskiego. Redaktor się z tym nie zgodził.

      Usuń
    8. Wiadomo, za się nie zgodził, przecież to partyzant. Mnisi z Athosu też by się nie zgodzili. Ale nic to nie zmienia.

      Usuń
    9. Dokładnie o ten komentarz mi chodziło: https://redakcjapartyzant.wordpress.com/2013/07/31/znak-krzyza-w-kosciele-rzymsko-katolickim-czyniono-tak-jak-w-prawoslawnym-swiadectwo-papieza-z-xiii-w/#comment-994

      Usuń
    10. Nie wiem, czy to cytat z Uspienskiego, ale tu jest napisane, że "Rosjanie i inni prawosławni Słowianie przyjmując wiarę od Greków przyjmowali od nich znak krzyża dwoma palcami":
      Русские, а ранее и другие православные славяне, приняли от греков христианство в то время, когда, как мы видели, в константинопольской церкви двоеперстие в крестном знамении признавалось единственно правильным и всеми употреблялось, как внешний видимый для всех знак принадлежности известного лица к православной церкви. Русские, приняв от греков христианство, приняли к себе и присланных из Константинополя церковных иерархов, которые научили их вере и передали им весь греческий церковный обряд и чин. Понятно, что просветители русских христианством, константинопольские греки, прежде всего научили их творить на себе крестное знамение, как внешний, видимый для всех знак их обращения и принадлежности к христианству, понятно, что греки научили новопросвещенных русских творить крестное знамение таким же образом, как они сами творили его в то время. А так как правым и обязательным для православных греки считали тогда двоеперстное перстосложение, то конечно и русских они научили знаменовать себя в крестном знамении двумя перстами; понятно, что греки так же научили творить на себе крестное знамение и всех обращенных ими в христианство славян. Вот откуда и когда появилось на Руси двоеперстие в крестном знамении.

      Usuń
    11. Nie wiem, czy to cytat z Uspienskiego, ale tu jest napisane, że "Rosjanie i inni prawosławni Słowianie przyjmując wiarę od Greków przyjmowali od nich znak krzyża dwoma palcami":
      Русские, а ранее и другие православные славяне, приняли от греков христианство в то время, когда, как мы видели, в константинопольской церкви двоеперстие в крестном знамении признавалось единственно правильным и всеми употреблялось, как внешний видимый для всех знак принадлежности известного лица к православной церкви. Русские, приняв от греков христианство, приняли к себе и присланных из Константинополя церковных иерархов, которые научили их вере и передали им весь греческий церковный обряд и чин. Понятно, что просветители русских христианством, константинопольские греки, прежде всего научили их творить на себе крестное знамение, как внешний, видимый для всех знак их обращения и принадлежности к христианству, понятно, что греки научили новопросвещенных русских творить крестное знамение таким же образом, как они сами творили его в то время. А так как правым и обязательным для православных греки считали тогда двоеперстное перстосложение, то конечно и русских они научили знаменовать себя в крестном знамении двумя перстами; понятно, что греки так же научили творить на себе крестное знамение и всех обращенных ими в христианство славян. Вот откуда и когда появилось на Руси двоеперстие в крестном знамении.

      Usuń
  23. Mnie przeraża coś innego, choć niekoniecznie nieoczekiwanego. Otóż po konsekracjach z 1 lipca ujawniła się ogromna rzesza duchownych "uregulowanych" u której nie widać krzty przejęcia nad "schizmą" (uważam, że gdyby wierzyli w to co głosi dekret i co sami za nim powtarzają, ich postawa byłaby inna jako katolików, a tym bardziej duchownych, od postawy jaką się wykazują) za to widać jakiś niekontrolowany amok i satysfakcję z tego dekretu. Taki na przykład Ksiądz Wachowiak już chyba przez wszystkie przypadki odmienia i powtarza, że jesteśmy ekskomunikowanymi schizmatykami poza Kościołem i protestantami których blokuje na swoim koncie w x.com którzy od dziś zaczynają przyjmować sakramenty nieważnie. To bym mógł zrozumieć wiedząc jak jest uformowany ("za Mszę tradycyjną to ja podziękuję" - nie dosłowny cytat, ale coś w tym brzmieniu). Natomiast fakt że głosi to z już nawet nieukrywaną satysfakcją lub inną formą zadowolenia podobnie jak wielu innych księży sprawia, że zastanawiam się jaką wiarę oni wyznają i krzewią i czy naprawdę "ubolewają" nad podziałem. To wygląda na jakąś niekontrolowaną eksplozję radości po długim czasie tłumienia emocji i okazję do wylania epitetów wobec katolików, którym teraz można dać upust bo w końcu "dekret" wyszedł. To samo Pch24, ekai, goście niedzielne itp. A red. Chmielewski jeszcze gotów nazwać "łagodną" wykreowaną przez kard. Fernandeza formę powrotu do struktur dla chętnych księży i wiernych, mimo że ta "łagodność" to jakiś rytuał samokrytyki i upokorzenia w stylu chęci przymuszenia do oddania pokłonu naszym gusłom to może po roku warunkowego ad experimentum was do kościoła Vaticanum II znowu przyjmiemy. Po tym też widać, że wcale nie chodzi o włączenie takich księży i wiernych jak np. było z powołaniem Bractwa Piotrowców. Tym razem widać, że kwestia Tradycji ma zostać rozwiązana w sposób ostateczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę jakby Cię dziwiło, że większościowa tłuszcza nienawidzi opery włoskiej i gardzi kulturą wyższą. To normalne i dotyczy każdej grupy społecznej. SW2 jedynie otworzył im okno możliwości żeby się ujawnili.

      Usuń
  24. Pytanie do Księdza Dariusza: czy pamięta Ksiądz Msze Trydenckie z dzieciństwa? Jakie miał Ksiądz odczucia jako dziecko? I potem w okresie seminarium, jak przedstawiano Mszę Trydenckie i w ogóle sprawę święceń przez abpa Lefevbre'a? Jednoznacznie negatywnie czy zdarzały się też pozytywne głosy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki5 lipca 2026 18:25

      Za późno się urodziłem, żeby pamiętać.

      Usuń
    2. To może ja odpowiem...pamiętam msze trydenckie z dzieciństwa, to było moje wchowanie.
      Gitarki i oazki to były miłe zabawki...ale na krótko bo szybko ię znudziły i narobiły sporo szkody.
      Z ulgą wracam do mszy trydenckich bo na nowusach nie da się już wytrzymać ani być katolikiem.
      Może na tym polega problem dzisiejszych kapłanów ,że się za późno urodzili i nie wiedzą nawet na czym polega wiara rzymsko -katolicka. Szalom

      Usuń
  25. "ten, kto w coś takiego wierzy, albo bardzo liczy na spektakularny dziejowy cud, albo utracił kontakt z rzeczywistością"

    Uważam, że jest dokładnie odwrotnie, porzucenie przez KK tego, co nazywamy "modernizmem" czy "posoborowiem" jest wyłącznie kwestią czasu, choć oczywiście nikt nie wie, jak długiego.

    A uważam tak dlatego, że zwycięstwo tego konglomeratu ideologii oświeceniowych polegało na przejęciu paradygmatu ideologicznego ze sfery politycznej, gdzie zatriumfował on wskutek wyników II wojny światowej, i KK porzuci go wtedy gdy porzuci go Zachód, czyli ta część świata, gdzie KK ma swoje centrum decyzyjne, intelektualne i ekonomiczne. Po prostu, żadne "ekumenizmy" i "wolności religijne" nie będą miały już wielkiego znaczenia.

    Gdy w Europe dominował feudalizm, KK ten feudalizm popierał, gdy dominował absolutyzm, papież robił się monarchą absolutnym, gdy ruchy socjalistyczne stały się czymś, z czym trzeba było się liczyć, powstała społeczna nauka kościoła, gdy neomarksizm zaczął dominować, mamy Vaticanum Secundum.

    Gdy była potrzeba polityczna, następowały unie wschodnio-zachodnie (jak po Soborze Florenckim, czy Unia Brzeska), które trwały tak długo, jak długo ta potrzeba była.

    Nie wiem, jaki będzie kolejny paradygmat ideologiczny w Europie, czy będzie to islam, czy jakiś neokomunizm, ale któregoś dnia ten dzisiejszy spór będzie miał takie znaczenie, jak ten o mia- i monofizytyzm, albo monoteletyzm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Uważam, że jest dokładnie odwrotnie, porzucenie przez KK tego, co nazywamy "modernizmem" czy "posoborowiem" jest wyłącznie kwestią czasu, choć oczywiście nikt nie wie, jak długiego."
      Nie tyle przez KK, bo Kościołem katolickim jest sam Chrystus i jako taki Kościół katolicki nie może być modernistyczny. Bardziej przejęcie kontroli przez katolickiego papieża i wyrzucenie z KK modernistów, względnie wysłania ich na dożywotnią pokutę do klasztorów.

      Usuń
    2. "ale któregoś dnia ten dzisiejszy spór będzie miał takie znaczenie, jak ten o mia- i monofizytyzm, albo monoteletyzm"
      Czyli ważne dla katolicyzmu znaczenie. Chrystologia przecież to są fundamenty religii katolickiej, więc jak można w ogóle takie rzeczy wypisywać??? Z tym, że monofizytyzm, czy monoteletyzm to był spór o pojedyncze kwestie teologiczne. To całe aggiornamento pod którym kryją się te wszystkie zwalczane nurty typu nouvelle theologie i inne masońskie wymysły zakonspirowanych modernistów uciskanych przed soborem, a rehabilitowanych po to jest praktycznie uderzenie w całość religii katolickiej. Bo zamiast atakowania pojedynczych dogmatów jest zakamuflowane rozbijanie od dziesięcioleci wszystkich. Obliczone na powstanie wydmuszki pozbawionej treści.

      Usuń
    3. "Chrystus i jako taki Kościół katolicki nie może być modernistyczny"
      Jasne, terminu "modernizm" w odniesieniu do tego, co widzimy dzisiaj, używam nie dokładnie w znaczeniu św. Piusa X (mam wątpliwości co do tożsamości obu modernizmów), ale bardziej jako skrótu dla dzisiejszego zjawiska umysłowo-prozopograficznego na szczytach KK. Równie dobrze można mówić "grupa trzymająca władzę w Rzymie i jej ideologia".

      "monofizytyzm, czy monoteletyzm to był spór o pojedyncze kwestie teologiczne"
      Chodzi mi o to, że konflikty pochalcedońskie były sporem politycznym, w którym kwestie teologiczne stanowiły pretekst, taki jak ideologia w partiach politycznych. Kiedy sprawy polityczne przestały mieć znaczenie, można było uznać że duo- i miafizytyzm to różne sposoby opisania tego samego.

      Usuń
    4. "Jasne, terminu "modernizm" w odniesieniu do tego, co widzimy dzisiaj, używam nie dokładnie w znaczeniu św. Piusa X (mam wątpliwości co do tożsamości obu modernizmów), ale bardziej jako skrótu dla dzisiejszego zjawiska umysłowo-prozopograficznego na szczytach KK. Równie dobrze można mówić "grupa trzymająca władzę w Rzymie i jej ideologia"."
      To znaczy inaczej. Modernizm w znaczeniu św. Piusa X został urzeczywistniony w okresie posoborowym, tylko że w różnym nasileniu w zależności od pontyfikatu i środowiska. Nie ogłoszono tego wprost, ale wiele z tych działań to praktyczna realizacja modernizmu. Ale chodzi mi o to, że nie można tego przypisywać Kościołowi katolickiemu, bo Kościół jako taki jest nieomylny. Okupanci okupujący, czy to legalnie, czy nielegalnie uzurpując urzędy kościelne nie mogą skutecznie narzucić swoich działań katolikom. Słowa typu "prozelityzm to grzech przeciwko ekumenizmowi" i tym podobne są gwałtem na duszy katolika i co do zasady kiedyś sprawcy zostaną osądzeni przez prawowiernego papieża.
      "Chodzi mi o to, że konflikty pochalcedońskie były sporem politycznym, w którym kwestie teologiczne stanowiły pretekst, taki jak ideologia w partiach politycznych."
      I tak i nie. Najpierw był to spór teologiczny, Eutyches wymyślił monofizytyzmu, żeby przeciwstawić się nestorianizmowi. Można powiedzieć, że z jednej skrajności popadł w drugą, nakręcił się na swoje teorie i wywołał schizmę. A potem były z tego powodu podziały społeczne, które zostały politycznie wykorzystane. Teraz w zasadzie jest to samo, chociaż faktycznie fundamentalne kwestie religijne zderzają się z fundamentalnymi kwestiami politycznymi. Tak jak modernistyczny establishment na spółkę z Żydami, muzułmanami, ateistami sprzyja lewactwu i liberałom w niszczeniu cywilizacji europejskiej i eksterminacji białej rasy to tradycjonaliści katoliccy na ogół sprzyjają ratowaniu Europy i białej rasy. To jest w sumie dodatkowy powód, obok religijnego dlaczego nie kupuję tych frazesów o tym, że "trzeba papieżowi być posłusznym" (w domyśle chodzi o każdego posoborowego papieża, bo z posłuszeństwem Piusowi X, Leonowi XIII its nie ma to nic wspólnego). Ci głoszący ślepe posłuszeństwo na siłę głoszą posłuszeństwo wilkom w owczych skórach, dywersantom i wprost zdrajcom zarówno Kościoła katolickiego, jak i białej Europy prowadzącym katolików do ideologii prowadzących do piekła a białych do eksterminacji, najpierw przez wypranie Europejczykom mózgów, a potem przez propagandę proimigracyjną, faworyzującą niewiernych, z których rąk ginie coraz więcej białych i chrześcijan też (w tym niebiałych chrześcijan jak w Nigerii). Więc to prawda, że tutaj spór religijny jest powiązany z polityką. Co jest dowodem, że wbrew temu, co twierdzą masońscy sekularyści nie da się religii oddzielić od polityki i odwrotnie. Po prostu ta wierchuszki to są zdrajcy nawet na poziomie czysto grupowym. Podczas gdy rabini dbają o to, żeby Żydzi trzymali się w grupie, a imamowie nawołują z meczetów, żeby muzułmanie trzymali się razem w swojej sprawie to tzw. "nasi pasterze" nawołują, żeby przyjmować z otwartymi rękami grabarzy chrześcijan w takich krajach jak Nigeria i grabarzy rdzennych Europejczyków.

      Usuń
    5. "wbrew temu, co twierdzą masońscy sekularyści nie da się religii oddzielić od polityki i odwrotnie"
      Oczywiście, że się nie da, ludzie to nie są zwierzęta i zawsze działają w jakimś paradygmacie ideologicznym, który naturalnie przekształca się w religię z własnymi rytuałami, symboliką, mitologią, jak komunizm w sowietach.

      "Ci głoszący ślepe posłuszeństwo na siłę głoszą posłuszeństwo wilkom w owczych skórach"
      No niestety, ten cep superautorytetu papieskiego służący do zamykania gęby to zatruty owoc protestantyzmu (a może i prądów myślowych, które do protestantyzmu doprowadziły) i powoływanie się na niego przez "tradycyjnych katolików" zawsze zgodnych z linią partii. Oczywiste jest, że każda władza ma swój zakres i swój cel w którym została ustanowiona, i papież, jak każdy władca, może ten zakres przekroczyć jak i sprzeniewierzyć się celowi. Wyrok konklawe magicznie nie usuwa jego grzeszności i nie pozbawia go wolnej woli. Papież nie jest jakąś kukłą sterowaną Duchem Świętym.

      Usuń
    6. "Oczywiście, że się nie da, ludzie to nie są zwierzęta i zawsze działają w jakimś paradygmacie ideologicznym, który naturalnie przekształca się w religię z własnymi rytuałami, symboliką, mitologią, jak komunizm w sowietach."
      To jedno a drugie to też to, że religia i polityka z natury się przenikają. Oba przecież wynikają z tej samej części mózgu odpowiadającej za myślenie abstrakcyjne. Tej, która jest pomostem między światem fizycznym, a duchowym.
      "No niestety, ten cep superautorytetu papieskiego służący do zamykania gęby to zatruty owoc protestantyzmu (a może i prądów myślowych, które do protestantyzmu doprowadziły) i powoływanie się na niego przez "tradycyjnych katolików" zawsze zgodnych z linią partii."
      W normalnych czasach papieżowi należy się bezwzględne posłuszeństwo w sprawach dotyczących nauczania, zatwierdzania kultu itd. Ale czasy są nienormalne, nawet ważność święceń tych, którzy kierują Kościołem nie jest dla wszystkich oczywista. Dlatego wstrzymuję się z ocenianiem kogoś za to, czy jest sedewakantystą, czy jest lefebrystą, indultowcem, czy nawet novusistą pospolitym chcącym w prosty sposób praktykować religię i nie mieszać się w spory. Nie odmawiam żadnej z tych grup prawa do nazywania siebie katolikami.

      Usuń
    7. "gdy ruchy socjalistyczne stały się czymś, z czym trzeba było się liczyć, powstała społeczna nauka kościoła"

      100/100!

      Usuń
    8. Ale społeczna nauka Kościoła w przeciwieństwie do socjalizmu i liberalizmu jest katolicka.

      Usuń
    9. "W normalnych czasach papieżowi należy się bezwzględne posłuszeństwo w sprawach dotyczących nauczania, zatwierdzania kultu itd."
      Bezwzględne posłuszeństwo nie należy się nigdy żadnemu człowiekowi w żadnej sprawie i żadnych czasach, bezwzględne posłuszeństwo należy się tylko Bogu :)

      Usuń
    10. "Ale społeczna nauka Kościoła w przeciwieństwie do socjalizmu i liberalizmu jest katolicka."

      Tak się uważa, tymczasem ja tam widzę nadal elementy niedopuszczalnego i niespójnego z Objawieniem Powszechnym socjalizmu. Ale naukowe podejście wymaga, aby taką dyskusję zaczynać od prób definiowania pojęć, a nie pisania sobie: "jest / nie jest X" bez sprawdzania, co autor kiedyś miał na myśli pod "X".

      Usuń
    11. "Tak się uważa, tymczasem ja tam widzę nadal elementy niedopuszczalnego i niespójnego z Objawieniem Powszechnym socjalizmu"
      Widzisz, bo najprawdopodobniej jesteś liberałem. Faktem jest, że niestety polska prawica, w tym ta popierająca tradycjonalizm katolicki jest niestety zainfekowana liberalizmem. Przykładem takiej liberalnej infekcji jest Organizacja Monarchistów Polskich. Wydaje im się, że bronią wartości konserwatywnych, a w rzeczywistości głoszą idee wykute w lożach masońskich.

      Usuń
    12. Nie, jestem wyznawcą słów Chrystusa: "Tyle na ile się umawialiśmy" oraz "Mogłeś zrobić z Twoją własnością co chciałeś". Poza tym - nie jest naukowe rozpoczynanie argumentacji od "bo jesteś X". Nawet jeśli nazwę się kapitalistą przykładowo, nadal nie jest to żadna przesłanka do wnioskowania o czymkolwiek, bo:
      1) brak definicji,
      2) brak odniesień do źródeł kryterialnych, np. Objawienie Boże, wykładnia systemowa dokumentów Leona XIII itd.
      Podsumowując, skoro jedyne co napisałeś, to "widocznie jesteś X", oznacza to na pewno, że nie masz żadnego warsztatu akademickiego, a więc kompetencji do dyskusji rzeczowej.

      Usuń
    13. To jest interpretowanie sobie Ewangelii po swojemu, talmudyczne, czyli trzymanie się pustej litery, a nie właściwej treści. W dodatku totalnie nierealne życiowo, bo sam teraz, gdy bezrobocie jest coraz większe przekonałem się, że obustronna zgoda co do stawki nie działa. Pracownik podczas zatrudnienia gdy jest trudny okres na rynku pracy nie ma dużych możliwości negocjowania. Kościół katolicki w KNS zdefiniował swoje stanowisko w tej sprawie.

      Usuń
    14. Nadal nie wykazałeś metodą akademicką "właściwej treści" i nadal popełniasz błąd pomylenia opinii (tezy) z argumentem dowodzącym tezę.
      Najzabawniejsze dla mnie subiektywnie jest natomiast, jak w jednym zdaniu zarzucasz rozmówcy talmudyczne tłumaczenie sobie coś prywatnie, żeby za chwilę w kolejnym powoływać się na odczucia subiektywne z powodu okoliczności ekonomicznych, cytuję: "przekonałem się na własnej skórze". Dopóki więc nie uporządkujesz logicznie Twojego toku przetwarzania danych w umyśle, rozmowa z Tobą nie może mieć waloru argumentacyjnego typu naukowego. A skoro już używasz tej retoryki to także i w tym kontekście odpowiem, choćbym miał zdychać z głodu, nie zgadzam się na wtrącanie się komuszych biurw w moje sprawy prywatne, jakimi są umowy z kimkolwiek. Jak widzisz - jestem konsekwentny, więc i zarzut tego typu Ci się nie powiódł.

      Usuń
    15. Nic nie muszę porządkować, bo sprawa jest tu prosta. Kościół wypowiedział się w tym temacie, potępił nie tylko socjalizm, ale też liberalizm. Roma locuta, causa finita.

      Usuń
    16. Zresztą co do zasady poglądy ekonomiczne, które nie są weryfikowalne doświadczeniem życiowym są nic nie warte. W moim przypadku doświadczenie życiowe zweryfikowało pozytywnie moje poparcie dla katolickiej nauki o ekonomii, więc nie mam powodu czegokolwiek wykazywać jakąś nic nie mówiącą, abstrakcyjną, oderwaną od rzeczywistości "metodą akademicką". Jeśli za "metodę akademicką" uznaje się tomizm to właśnie w czasach Leona XIII i dalej, w czasie rozwijania katolickiej nauki społecznej właśnie tomizm przeżywał swój renesans.

      Usuń
  26. Tak, księża FSSPX na ogół nie są jakoś bardzo wykształceni i potrafią wygadywać niewyobrażalne głupoty (jak ks. Bańka rzucający teksty w stylu "nie ma prawosławnych teologów" albo że hezychazm "wymyślili schizmatycy na Atosie" - to akurat wyłapałem, nie śledzę jego wystąpień), ale to nadal są intelektualne Himalaje przy różnych palmach z langust i reszcie kościoła uśmiechniętego i trzeba też pamiętać, że oni nie są po to, żeby zostawać księżmi profesorami tylko by zapewniać sakramenty i naukę normalnym, zwykłym ludziom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hezychazm jako modlitwa chyba ok. Nie wiem dokładnie. Natomiast hezychazm rozumiany jako palamizm to kwestia co najmniej dyskusyjna.

      Usuń
    2. Tam chyba chodziło o to, że ks. Bańka twierdził, że "w katolicyzmie nie ma modlitw polegających na powtarzaniu tego samego, i różaniec się do nich nie zalicza, bo się powtarza za długie frazy".

      Usuń
    3. "Tak, księża FSSPX na ogół nie są jakoś bardzo wykształceni" wszystko zależy od punktu siedzenia, skoro księża FSSXP nie są to którzy są ?? skoro przy innych to "intelektualne Himalaje" ? No to chyba jak na obecne "standardy" Kościoła są :) Widać to zresztą po wylewie komentarzy wszelkiej maści księżulków typy x. Wachowiak którzy poza emocjonalnym oburzeniem "schizmatycy!!!!!" nie są wstanie nic sensownego powiedzieć.

      Usuń
    4. "skoro księża FSSXP nie są to którzy są ??"

      Jest wielu księży z tytułami profesorskimi i ogromną wiedzą, szanuję zwłaszcza biblistów i patrologów, problem w tym że to naukowcy a nie pasterze i jeśli chodzi o praktykę i politykę bieżącą nie mają absolutnie nic do gadania. I nawet nie chcą mieć, bo wolą mieć spokój.

      Usuń
    5. popierwsze nie mowa o profesorach bo nie każdy ksiądz jest od razu profesorem, po 2 są i księża profesorowie co totalne bzdety mówią, a taki pan Majewski też ponoć profesor no i ?

      Usuń
  27. Czy wspólnoty skupione wokół Mszy świętej w klasycznym rycie rzymskim zachwycają? Trochę świata zjeździłem, i powiem, że mnie nie zachwycają. Dla jasności: chodzę na Tridentinę z przekonania, i doceniam wysiłek innych uczęszczających. Wiem, że starają się żyć po Bożemu i ofiarnie, ale mimo wszystko czegoś mi w nich brakuje.
    Druga rzecz, która mnie zastanawia, to co się dzieje w domach uczęszczających na Tridentinę, gdy się okazuje, że ich dorastające dzieci buntują się wobec praktyk religijnych. Czy się z dziećmi rozmawia? Czy się ich słucha i stara się dotrzeć do sedna ich problemu? A może robi się im "wykład nauki katolickiej" lub twardo - "masz chodzić"! Czy tam jest dosyć cierpliwej pedagogiki i solidnej wiedzy po stronie rodziców? Czy tam jest taki koncept, że z dzieckiem może być in extremis tak jak z Manassesem (2 Paralip. 33, 1-13): że będzie czynić obrzydliwości, że stanie się niewolnikiem i dopiero w swej niewoli upokorzy się i uzna Boga nad sobą? Nie mówię, żeby nie przeciwdziałać złym wpływom, ale czy godzi się z człowiekiem obdarzonym wolnością obchodzić się siłą i przymusem? Czy w religii może być przymus?
    I tutaj jest kwestia wolności w religii. Mam wrażenie, że ruch tradycjonalistyczny, który po lwiej części jest francuski, nie może przeboleć, że stracił katolickie państwo francuskie i ancien regime. Stąd powracająca kwestia wolności religijnej i relacji państwo-Kościół, bo w istocie, choć w krytyce tradycjonalistycznej podejmuje się bardzo wiele różnych wątków, to wątek rdzenny, uważam, jest jeden, a jest to podejście do tych, którzy grzeszą i nie chcą od swego grzechu odejść. I to jest w istocie kwestia przeżywania słowa Bożego. Mianowicie, czy dopuszcza się że pomimo wezwań, perswazji i czynów, ktoś tak zatnie się w oporze, że jedynie doświadczenie nędzy jego własnego grzechu, pozwoli mu uznać Boga nad sobą? A może za wszelką cenę na to nie pozwalamy, bo boimy się, że nie zrobiliśmy dostatecznie dużo, aby go odwieźć od jego grzechu lub uważamy, że Bóg nas osobiście ukarze z powodu jego grzechu (odpowiedzialność zbiorowa)? Jest tak, czy nie?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nikogo nie może zmusić do wyznawania religii katolickiej. Obowiązkiem rodziców jest wpojenie dzieciom katolicyzmu, ale jeśli dzieci staną się dorosłymi to nikt ich nie zmusi do wiary. Za to państwo laickie to w ogóle jest masoński pomysł, który co do zasady jest całkowicie do zaorania. Wiara w sferze prywatnej powinna być dobrowolna dla ludzi samodzielnych, w sferze publicznej państwo ma karać za to, co jest przeciwne religii.

      Usuń
    2. Pierwszy być rzucił kamieniem z tłumu mężczyzn, którzy chcieli ukamienować kobietę przyłapaną na cudzołóstwie?

      Usuń
    3. Państwo nie jest od tego, żeby ingerować w życie prywatne ludzi. Ale już jest od tego, żeby np karać za promowanie cudzołóstwa i innych form dewiacji seksualnych.

      Usuń
    4. To może pójdźmy dalej, dajmy księżom władzę nakładania kar cielesnych. Stwórzmy w kościele prawo karne. Okłamałeś matkę - 10 batów, wydawałeś pieniądze rodziny na piwo albo papierosy - 20 batów, przez 50 lat wątpisz, że Bóg cię kocha (jak św. Matka Teresa z Kalkuty w książce "Pójdź, bądź moim światłem") - dożywotnie lochy. Serio chcesz Państwa wyznaniowego na podobieństwo państwa islamskiego?

      Usuń
    5. Brednie totalne. Okłamanie matki to jest sprawa prywatnego sumienia. Wątpliwość w miłość Boga też. Publiczne głoszenie zgorszenia, publiczna dzialalność niegdyś takiego Palikota już nie. Programy TVN promujące dewiacje seksualne, promiskuityzm, zdrady to nie jest afera prywatna. To było coś oczywistego, że za takie coś były kary jeszcze nawet za komuny. Anonimowy chyba ma problem z logicznym myśleniem lub na tyle modernizm i liberalizm obyczajowy wszedł w myślenie, że nawet tak oczywiste rzeczy wydają się mu dziwne.

      Usuń
  28. Ksiądz tłumaczy papieża Leona, a nie tłumaczy FSSPX.
    ALE wiadomo, że polaczki (ksiądz też) ma pamięć złotej rybki, to przypomnę:

    "Watykan honoruje kampanię szczepień przeciwko COVID-19 na okolicznościowej monecie. Lekarz i pielęgniarka oraz młoda osoba gotowa do przyjęcia szczepienia – to rewers monety kolekcjonerskiej o nominale 20 euro, wyemitowanej przez Watykan"
    https://mp.pl/.../301309,kolekcjonerska-moneta-jako-wyraz...
    Emisja miała wyraźny wymiar komercyjny — generowanie zysku z niszy kolekcjonerskiej przy niskich kosztach produkcji i wysokim popycie, jednocześnie służąc celowi promocyjno-propagandowemu Watykanu w sprawie szczepień
    Watykan powinien co najmniej zachować powściągliwość w tym temacie i stanąć w obronie osób przymuszanych do szczepień i poszkodowanych przez sanitaryzm. Poszedł jednak "na całość" brnąc w covidową narrację establishmentu medycznego.
    Honorował i promował powszechne wstrzykiwanie materiału genetycznego kodującego toksyczne białko kolca (jak się okazało dodatkowo zanieczyszczone plazmidowym DNA), które budziło naukowo uzasadnione wątpliwości wśród niezależnych naukowców i spowodowało liczne skutki uboczne.

    Słusznie czy nie słusznie - ale machlojki genetyczne już skutkują ekskomuniką...

    OdpowiedzUsuń
  29. „Pozostaje jednak pytanie, czy w oderwaniu od aktualnej władzy kościelnej praktycznie możliwe będzie trwałe zachowanie czystej doktryny katolickiej”
    - czyli nie da się aktualnie stwierdzić czy BPX robi słusznie czy nie? Co z duszami wiernych? Jakie Ksiądz ma zdanie?

    OdpowiedzUsuń
  30. Papież spotyka się z arcybiskupiszcem protestanckim z vaginą, z ojcem Martinem od LPG a nie spotyka się z przełożonym Bractwa które tylko chce odprawiać katolicką mszę i wyznawać katolicką wiarę TO DLA MNIE TO JEST JAKIŚ OBŁĘD. A najlepsze jest to że jednocześnie apelując do FSSXP aby tego nie robili spotkał się z faktycznymi schizmatykami ze wschodu. Ich upomniał? Protestantów upomina? Rzymian upomina? Muzułmanów upomina? No nie, taki twardy i stanowczy Watykan to potrafi być tylko wobec FSSXP. Dla nich ekskomunika a dla reszty "ekumenizm". Czy Watykan mógł upaść niżej ? Ekskomunika jest nieskuteczna oczywiście, ośmiesza tylko Rzym, raz nakładają, raz ściągają a Bractwo robi swoje :) a o schizmie w ogóle być nie może mowy co udowadnia list przełożonego do papieża.

    OdpowiedzUsuń
  31. Czy katolikowi nadal wolno pójść na Mszę Świętą odprawianą przez kapłana FSSPX i przyjąć Komunię Świętą tamże (zakładając że przyjmujący jest w stanie Łaski uświęcającej)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teologkatolicki6 lipca 2026 12:54

      Jeśli uzna, że kapłan FSSPX nie jest exkomunikowany, to może.

      Usuń
    2. Czcigodny Ksieze co to znaczy "jezeli uzna"? To znaczy ze szeregowy wierny ma sam rozeznawac czy dany ksiadz FSSPX jest ekskomunikowany czy nie i czy jest w schizmie czy nie ? Jak to sie ma do twierdzen Ksiedza w powyzszym artykule ze wedlug prawa kanonicznego ekskomunika dotyka tylko konsekrowanych biskupow i ich konsekratorow a nota wyjasniajaca nie jest prawem. Znaczy to ze trzeba sie opowiedziec albo po stronie "oficjalnego" KK albo uznac ze kaplani FSSPX nie sa ekskomunikowani i nadal korzystac z ich poslugi. Wszedzie "oficjalny" KK nawoluje obecnie do bojkotu FSSPX pod grozba grzechu. To sa dylematy dla zwyklego wiernego.

      Usuń
    3. teologkatolicki6 lipca 2026 14:01

      Faktem jest sprzeczność między tym, co napisał Tucho, a tym, co mówią rzetelni kanoniści, a co starałem się tutaj zaprezentować. Nie jestem w stanie zmienić tej sprzeczności, ani Pan. Pozostaje więc własne sumienie. Kościół nie jest sektą, gdzie aktualny guru zastępuje sumienie.

      Usuń
    4. Dziekuje bardzo Ksiedzu za szybka odpowiedz.

      Usuń
    5. To dość dziwna dla mnie odpowiedź, ponieważ akurat to czy jest ekskomunikowany czy nie wpływa na ważność sakramentów innych niż akurat Komunia Święta, która bez względu na ekskomunikę jest ważna. Prawno-kanonicznie domniemanie ekskomuniki obowiązuje tak czy inaczej, ale skutkuje koniecznością spowiedzi u modernistów, ale nie dotyczy to Komunii Świętej, którą ważnie sprawuje się nawet z tej perspektywy nadal w FSSPX.

      Usuń
    6. Zupełne pomieszanie z poplątaniem - sama ekskomunika nie wpływa w żaden sposób na ważność sakramentów... Proszę sobie sprawdzić od czego zależy ważność sakramentu (materia, forma, intencja) i czy sakramenty prawosławnych były i sąd uznawane za ważne. Przy spowiedzi i małżeństwie natomiast konieczna jest dodatkowe upoważnienie (jurysdykcja) i tutaj jest cała dyskusja.

      Usuń
    7. Proszę Księdza, przy okazji nasunęło mi się takie pytanie: na jakiej zasadzie twierdzi się, że księża suspendowani/pozbawieni jurysdykcji nie spowiadają ważnie, a równocześnie uznaje się za ważną spowiedź u wschodnich schizmatyków. Obecny KPK przecież nawet zezwala katolikom na spowiedź u prawosławnych duchownych w sytuacji konieczności. Czyli: jeśli uznamy ważność dekretu Tucho Fernandeza, to spowiedź w FSSPX jest nieważna, ale równocześnie jest ona ważna u realnych schizmatyków tzw. prawosławnych. Na jakiej podstawie?

      Usuń
    8. a co sam spowiedź to nie sakrament ? :)

      Usuń
    9. W sytuacji konieczności jurysdykcja jest udzielana każdemu ważnie wyświęconemu kapłanowi (np w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia).

      Usuń
    10. Ale Kościół uznaje ważność spowiedzi u tzw. prawosławnych generalnie w każdym wypadku, a nie tylko w sytuacji konieczności. Czekam na odpowiedź ze strony Księdza.

      Usuń
    11. Nie uznaje.

      Usuń
    12. Anonimowy7 lipca 2026 09:46
      To nie jest prawda, bowiem warunki ważności są różne dla różnych sakramentów.

      Usuń
  32. Bramy piekielne Bractwa kapłańskiego św. Piusa X nie przemogą. Gdyby nie Bractwo to nie byłoby Kościoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz typowo sekciarski. Ośmiesza Pan Bractwo i mówię to jako tam uczęszczający.

      Usuń
    2. a ja częściowo się zgodzę, gdyby nie bractwo kościół byłby ale już totalnie upadły i zaorany modernizmem, dzięki Bractwu jakakolwiek tradycja w ogóle przetrwała i być może będzie mogła kiedyś Kościół odrodzić, najbardziej dziwi mnie hejt na FSSXP również przez tak zwanych "tradycjonalistów", gdyby nie Bractwo w życiu by nie usłyszeli o czymś takim jak "Msza Trydencka" i nie byłoby nikogo kto by wskazywał że hola hola na tym SV2 to chyba nie do końca takie same fajne rzeczy się wydarzyły....

      Usuń
  33. Przy okazji o własnym sumieniu... jak traktować "O naśldowaniu Chrystusa" T a.Kempis?
    Wg mojego sumienia to element protestantyzacji kościoła katolickiego od kilkuset lat...ale ma się całkiem dobrze wśród wielu katolików.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co tam jest takiego z czym sumienie się nie zgadza?

      Usuń
    2. Dołączam do pytania "Anonimowy6 lipca 2026 14:55".

      Dodam od siebie, że uważam, że nie powinno się na kazaniu cytować imitatione podając je jako bezpośrednie słowa Pana Jezusa.

      Po drugie cytaty te bywają podawane w wyczuwalnym kontekście wymuszenia serwilizmu wobec obecnej władzy watykańskiej. Intencja jest poza słowami. Jest ostro wyczuwalna.

      Można imitatione odczytywać poprawnie tylko i wyłącznie z perspektywy solidnego obeznania z tradycyjną nauką, a nie dla ludzi wychowanych w modernizmie, w którym zamiast doktryny jako szantaż moralny w białych rękawiczkach stosuje się je dla ubezwłasnowolnia cytatami sugerującymi po prostu najzwyklejszy kwietyzm.

      ik

      Usuń
    3. Czy doczekam się wypowiedzi X.Dariusza na temat "O naśladowaniu Crystusa"
      T.a Kempis?Czy posiada jakąś wartość czy tylko, jak oazy służy protestantyzacji kościoła katolickiego.

      Usuń
    4. Tak, tak. Dzieło powstałe w XIII/XIV wieku (zgodnie z najnowszymi ustaleniami: https://cspb.pl/kto-jest-autorem-o-nasladowaniu-chrystusa/) jest narzędziem protestantyzacji.

      Usuń
    5. Jako osoba postronna w tym wątku pozwolę sobie dodać, że imitatione nie jest typowo protestantyzujące samo w sobie, tylko może być tak naginane jeśli jest odczytywane w duchu devotio moderna. Natomiast Luter uczył się w szkole w Magdeburgu, prowadzonej przez Braci Wspólnego Życia, gdzie "o naśladowaniu" było cenione i jednocześnie przepuszczone przez nurt devotio moderna - bardzo antyscholastyczny, czyli destrukcyjny moim zdaniem.

      Za równie destrukcyjne uważam podawanie imitatione poprzez "duchowość" tzw. "mistyki nadreńskiej", która z kolei mimo, że rzekomo ma niby wyrastać ze scholastyki, to tak naprawdę niesie w sobie szkodliwy ładunek immanencji życiowej, czyli jest jeszcze bardziej groźna od devotio moderna, ponieważ maskuje swoją anty-teoretyczność. Via negativa jest w mistyce nadreńskiej wypaczona poprzez zastosowanie coincidentia oppositorum, przez co zawiera w sobie ukrytą pogardę do doktryny jako takiej i co za tym idzie do stanowi barierę dla skuteczności chrystianizacji drogą rozumową.

      Jeśli coś zagmatwałam, to proszę Księdza w razie chęci o poprawienie.

      ik

      Usuń
  34. Do Anonimowy3 lipca 2026 23:09
    Dziękuję za ten wpis, my w rodzinie identycznie to postrzegamy. Bóg zapłać!

    OdpowiedzUsuń
  35. Pojawił się na youtube komentarz red. Pawła Lisickiego pt "Nagonka na Bractwo...", którego warto posłuchać i który może być dobrym uzupełnieniem rzeczowej i merytorycznej analizy Szanownego Księdza Dariusza.

    OdpowiedzUsuń
  36. Dlaczego będę bronił FSSXP:1) Wybiórcza surowość - PRZERAŻAJĄCA OBŁUDA WATYKANU: Kościół od lat toleruje liczne błędy i herezje , a w tym jednym przypadku działa bezwzględnie - oczywiście to nie jest też przypadek żadnej herezji ani żadnego błędu, co najwyżej jest to kwestia czysto prawna Otóż papież Leon XIV spotkał się na prywatnych audiencjach, co zostało udokumentowane wspólnymi, serdecznymi fotografiami, z takimi postaciami jak:Siostra Lucía Caram – zakonnica znana z promowania legalności aborcji („dzieciobójstwa prenatalnego”), antykoncepcji oraz postulatów ruchu LGBT. Ojciec James Martin – amerykański jezuita, jeden z najbardziej znanych duszpasterzy środowisk LGBT, zakonnik ten publicznie udziela tzw. błogosławieństw parom homoseksualnym. Arcybiskipiszcze protestanckie które w Watykanie "błogosławi" katolickich księżyPatriarcha ekumeniczny Bartłomiej – zwierzchnik prawosławnego Patriarchatu Konstantynopola. Papież nie tylko się z nim spotkał, ale wziął udział w boskiej liturgii (prawosławnej Eucharystii) w Stambule. Patriarcha ten formalnie pozostaje w schizmie i odrzuca prymat papieski, tak to jest najmocniejszy przykład, z FAKTYCZNYMI schizmatykami się papież spotyka i idzie do niech na msze a z przełożonym FSSXP nie, na katolicką mszę też nie pójdzie oczywiście. Są to oczywiście przykłady najnowsze, FSSXP działa pół wieku u przeżyło kilku papieży u których też by się sporo takich "eventów" znalazło. Także widzimy pewien kontrast w "dialogu". Z heretykami, bluźniercami można się spotykać i modlić i uśmiechać, wielka też propaganda "synodalności", "kocioł otwarty" rozmawiamy ze wszystkimi, nikogo nie wykluczamy. Za wszystko wszystkich przepraszamy, nawet za rzeczy za które KK winny nie jest (papież przepraszał za niewolnictwo, kard Rys za holocaust). No ale jednak wobec kapłanów którzy tylko chcą odprawiać mszę katolicką i wyznawać wiarę autentycznie katolicką (czyli tę z przed SV2) wytacza się najcięższe działa i Watykan pokazuje że potrafi być stanowczy i surowy. CZY WATYKAN mógł upaść niżej ? Ks. Davide Pagliarani w swoim liście stawia Watykan przed jawną sprzecznością w stosowaniu miar dyscyplinarnych Bractwo oficjalnie prosiło papieża o taką samą wyrozumiałość i duszpastersko-dyplomatyczne podejście, jakie Rzym zastosował wobec biskupów chińskich. Tamci biskupi również zostali konsekrowani bez mandatu papieskiego, a dodatkowo z bezpośredniego nadania komunistycznej, totalitarnej władzy Mimo to papież zdecydował, by ich nie ekskomunikować i uznać ich posługę Skoro współczesny Kościół potrafi z powodów duszpasterskich zalegalizować święcenia z nadania rządu totalitarnego, sankcje wobec Bractwa – które chce jedynie strzec niezmiennej wiary katolickiej – są rażąco niesprawiedliwe.2) Perfidia Watykanu - Apel na pokaz. List papieża wzywający do zaniechania konsekracji został wysłany zaledwie dzień przed wydarzeniem (30 czerwca) , mimo że Bractwo zapowiedziało swoje plany już w lutym . Miało to więc charakter wyłącznie wizerunkowy i propagandowy.Perfidia hierarchii w Polsce - abp. Grzegorza Rysi - z jednej strony kuria zakazuje wiernym uczęszczania do Bractwa z powodu „ducha schizmatyckiego” a z drugiej strony ci sami hierarchowie promują dialog pełen błędów doktrynalnych (np. w kwestii judaizmu) i każą chodzić do synagogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego nie będę bronił FSSXP:
      1. używają skostniałej łaciny, która zaczęła być używana w czasach kiedy była powszechna, pospolita, żywa. Dziś to język martwy, a wiara ma być żywa, jak Bóg jest żywy.
      2. Bractwo jest niepokorne, jak niepokorny był Luter. Ta sama protestancka postawa.

      Usuń
    2. Łacina nie jest środkiem "żywotności wiary" tylko jedności Kościoła, czego Pan nie rozumie, a jedność Kościoła także w znakach zewnętrznych jest nakazem osobistym samego Chrystusa.
      Katolik, np. hipotetycznie także Pan, ma wręcz zakaz prawno-kanoniczny bycia pokornym wobec szatana, w tym grzechów, w tym herezji i apostazji, choćby - jak zaświadcza sam św. Paweł w Objawieniu Powszechnym - pochodziły od samych Apostołów a więc i od papieża.
      Tak więc bazuje Pan na fałszywych przesłankach, przy zaprezentowanych przez Pana błędnych wnioskach.

      Usuń
    3. Ale dlaczego akurat język ma być środkiem jedności kościoła? Przecież to jest takie przegięcie, że aż łacina się ciśnie na usta. Język jest dla człowieka tak ważny, że można powiedzieć konstytuuje go. Dorastamy z językiem na ustach. Język wyraża nasze myśli, uczucia, emocje, a ktoś sobie ubzdurał, że narzuci ludziom łacinę, zmusi ludzi do uczenia się martwego języka, żebyśmy poczuli się jednością, może poczuli się lepsi, inni od reszty. Może lepiej obrzezajmy się wszyscy i poczujemy wtedy prawdziwą jednością. No nie tak to Jezus sobie wyobrażał chyba. Mamy być kościołem otwartym, głoszącym, dostosowującym się do innych kultur (parz: zaniechanie obrzezania). Chcesz głosić Jezusa w Afryce, to uczysz się ich języka, a nie każesz im nauczyć się łaciny. Łacina przyciąga jedynie tych, którzy się boją świata, którzy chcą zejść do katakumb, by mówić "światem rządzi szatan".

      Usuń
    4. Łacina nie jest martwym językiem. Z tym, że nie jest też jedynym językiem tradycyjnej Liturgii Kościoła.

      Usuń
    5. "Mamy być kościołem otwartym, głoszącym, dostosowującym się do innych kultur (parz: zaniechanie obrzezania). Chcesz głosić Jezusa w Afryce, to uczysz się ich języka, a nie każesz im nauczyć się łaciny"
      Zaniechanie obrzezania nie wynika z inkulturacji tylko z tego, że Stare Przymierze zostało wypełnione. Dostosowanie do innych kultur, OK... ale to nie jest coś, co można sobie tak stosować nachalnie ile tylko się chce. Nawet ksiądz Wachowiak, który akurat nie jest tradycjonalistą katolickim, jest typowym konserwatystą NOM, choć mówi, że narzędzia się zmieniają itd. to stawia granice, których nie można przekraczać. I za antyprzykład podał w jednym z ostatnich odcinków nadużycia właśnie z AFRYKI.
      "Łacina przyciąga jedynie tych, którzy się boją świata, którzy chcą zejść do katakumb, by mówić "światem rządzi szatan"."
      Bardzo płytkie i prostackie pojęcie o temacie. Tylko tak można to skomentować.

      Usuń
    6. To, że język nie jest jedynym zewnętrznym znamieniem jedności ani jedynym znamieniem jedności w ogóle, nie implikuje logicznie, że ma nie być między innym w sferze języka. Jest dlatego także w sferze języka, bo język jest znamieniem zewnętrznym wyrazu jedności jednym z ważniejszych. To język wpływa na sposób rozumowania oraz podstawowym narzędziem komunikacji, a także separuje język dla sacrum od języka profanum, co najwyraźniej Ci się nie podoba (rozdzielenie sacrum od profanum), co jest znamienne z kolei dla modernistów, którzy chcą sacrum i profanum mieszać we wszelkich aspektach i okolicznościach, a co jest de facto profanackie.

      Usuń
    7. Ale po co ma być także w sferze języka? Łacina to wysoki mur i głęboka fosa wokół Kościoła. Twoim zdaniem to pomaga, jednoczy i chroni. Moim zdaniem to jest blokada dla jedności. Bóg ma być dostępny. Po to, żeby był dostępny dla ludzi wprowadzono łacinę kilkaset lat temu. Ci, którzy chcą zostać przy łacinie, moim zdaniem, zbyt mocno się asekurują. Nie rozumiem tego strachu przed światem. Gdyby tak bali się pierwsi apostołowie, to dziś wyznawałbyś świętopełka.

      Jeszcze raz: łacina została wprowadzona, bo była używana. Zrezygnowano z niej, bo nie była używana. Kropka. Łacina to tylko język komunikacji, a nie składnik wiary. Nie gloryfikujmy języka.

      Usuń
    8. Łacina jest nierozerwalnym elementem Kościoła. Wyrzucenie łaciny to tak jakby na dorosłym człowieku zrobiono lobotomię mózgu, żeby przywrócić go do stanu dziecięcego. Zrobi się z niego roślinkę. Poza tym zwykły wierny nie musi wszystkiego rozumieć. Również na Mszy Świętej nie musi wszystkiego rozumieć.

      Usuń
    9. Anonimowy13 lipca 2026 02:30 Popieram, też uważam, że obejdzie się bez łaciny, nie jest już językiem świata.Poza tym przegladając komentarze na YT zauważam niezwykłą agresję lefebrystów, poczucie świętej misji i świętego oburzenia, przy jednocześnie niskiej wartości merytorycznej ich wywodów, jedynie jakieś poczucie wyższości. Wylewają kubły pomyj na katolików uczęszczających na Mszę w rycie Novus Ordo i księży. A wystarczy jakiś skandal w FSSPX, bo o to nietrudno i bańka cudowności pryśnie.

      Usuń
    10. Nie obejdzie się bez łaciny. Łacina to system operacyjny Kościoła katolickiego, który przez wieki zbyt mocno wrósł w korzenie, żeby ją usunąć bez uszkodzenia korzeni.

      Usuń
    11. Piszesz: "zwykły wierny nie musi wszystkiego rozumieć". Jasne, nie musimy wszystkiego rozumieć. Ty wszystkiego nie rozumiesz, nawet papież wszystkiego nie rozumie, w końcu to jest wiara. Jednak Jezus nauczał. Używał do tego zrozumiałych dla ludzi słów. Nie od razu umieli pojąć całej prawdy, ale słowa były dla nich zrozumiałe. Po co mam iść na liturgię słowa, jeżeli to słowo jest skierowane wyłącznie do tych, co znają łacinę? Bóg chce do nas przemawiać w naszym języku. Apostołowie w dniu pięćdziesiątnicy przemawiał do ludzi tak jak im Duch pozwalał mówić - w ich językach narodowych. Jezus używał prostego języka zrozumiałego dla ubogich. Przyszedł do ludzi prostych, a wy chcecie Go odizolować i zrobić niezrozumiałym dla maluczkich, dla tych, których ukochał. Przypominam: łacinę wprowadzono tylko dlatego, że była wtedy językiem żywym, modnym, rozwijającym się. Już nie jest.

      Usuń
    12. To nie jest prawda, Jezus używał języka wernakularnego głosząc kazania, w oficjalnej świątynnej liturgii był język ha-kaddosz. Przywołanie Dnia Pięćdziesiątnicy - kompletnie nietrafiony przykład, nie na temat. Msza Święta to nie jest zgromadzenie, w którym od rejwachu ludzi wszystko zależy. To jest Ofiara, inicjatywa w Niej leży po stronie kapłana. Wierni mają się do niej godnie przygotować i tyle. Co więcej, przez większość historii wierni byli całkowitymi biernymi uczestnikami, a rubryki liturgiczne nie przewidywały, że wierni w jakikolwiek sposób odpowiadają kapłanowi.

      Usuń
    13. "Natomiast Msza Święta, ma być w języku narodowym, a nie po łacinie" typowe myślenie protestanckie (bo to oni wymyślili). Niestety to udowadnia tylko tezę FSSXP, że NOM wypacza umysły katolików i ich protestantyzuje właśnie.

      Główne argumenty za ważnością łaciny w liturgii:
      1) Jest oficjalnym językiem Kościoła – nie został zniesiony przez Sobór Watykański II, który wręcz potwierdził jego nadrzędną rolę.
      2) Gwarantuje powszechną jedność (Uniwersalizm) – katolik z dowolnego zakątka świata może uczestniczyć w tej samej Mszy świętej i w pełni w niej współuczestniczyć. 
      3) Chroni przed błędami doktrynalnymi – jako „język martwy” łacina nie zmienia znaczenia swoich słów wraz z upływem czasu, co pozwala niezmiennie strzec dogmatów.
      4) Cechuje się wyjątkową precyzją – struktura gramatyczna i pojęcia łacińskie są idealne do wyrażania skomplikowanych prawd teologicznych. Podkreśla tajemnicę Bożego Majestatu – ukazuje, że prawdy wiary i tajemnica Eucharystii przekraczają granice czysto ludzkiego rozumu. 
      5) Łączy z tradycją pokoleń – jest to język, którym przez stulecia modlili się najwięksi święci Kościoła.
      6) I najważniejsze - żabezpiecza przed wulgaryzacją – oddzielenie języka codziennego od języka modlitwy buduje barierę chroniącą sacrum przed profanacją i potocznością, to język anielski, dedykowany i przeznaczony do spraw ważniejszych, do spraw boskich. To wyraz kultu Boga i oddawania mu czcci.
      Tak samo jak na ważną uroczystość nie ubieramy się w dresy do biegania, tak samo na spotkanie z Bogiem nie ubieramy się w zwykły rynsztokowy język tylko w ten specjalny "dla Boga". Nie rozumiem jak można tego nie rozumieć. Tzn. rozumiem, to są właśnie owce NOM i upodobnienia liturgii na modłę protestantów. Protestanci nie maja liturgii !!! mają swoje heretyckie "spotkanka". Zniesienie łaciny uderza właśnie w rozumienie katolickiej mszy, że o jednak coś innego niż protestanckie spędy gdzie bredzi się w jeżykach potocznych....

      Usuń
    14. Ale po co ta teatralizacja, pompowanie nastroju? Nie sądzisz, że to jest to samo, co protestanckie uwielbienie? Pompujecie sztucznie nastrój, łacina jeszcze to bardziej podkręca, a Bóg przychodzi w zwykłym chlebie i alkoholowym napoju. Bóg jest blisko. Chleb i wino - nie uderza Cię ta zwykłość? Przecież to jest tak zwyczajne, że aż nadzwyczaj uderzające. Tu nie trzeba niczego podkręcać magiczną łaciną. Łacina kiedyś była zwykłym językiem do porozumiewania się. Dziś jest tak stara i zapomniana, że brzmi niemalże magicznie, podniośle i niezwykle. I to jest właśnie niepotrzebne.
      Kiedyś starszy proboszcz w mojej parafii (już jest na emeryturze), próbował wprowadzić "Ojcze nasz" po łacinie. Pięknie to brzmiało raz czy drugi, ale bez przesady, nie na stałe, bo zwariować można, jak człowiek słowa rozumie co dziesiąte słowo. To tak, jakby w XIV wieku, próbowano na siłę wrócić do języka greckiego, bo tradycja, bo ewangelie pisane po grecku itp. Ludzie chcieli łaciny, bo po łacinie mówili i była dla nich zrozumiała. Dziś nie jest. Dla wielu jest odpychająca i nieznośna

      Usuń
    15. To nie jest żadna teatralizacja ani pompowanie nastroju. Każdy gest i każde słowo miało konkretne znaczenie. Ani modlitwy i stopni ołtarza, ani Kanon, ani żaden inny element to nie są żadne "magiczne słowa". To jest przerażające jak nominalni katolicy traktują Liturgię, która była Liturgią setek wieków katolików. Sam fakt, że Anonimowy coś takiego pisze świadczy o tym, że ma wypaczone pojęcie o Mszy Świętej i kompletnie nic nie rozumie, na czym ma polegać ofiarny charakter Mszy. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie, teatralizacja i sztuczne pompowanie nastroju to coraz częściej domena NOM. To, że takie komentarze się pojawiają może wprawiać o zgrozę jak nisko upadła katechizacja katolików.

      Usuń
    16. Druga sprawa. Problem NOM to nie tylko łacina. Nawet jak NOM zacznie się odprawiać tylko po łacinie to problemy teologiczne z tym rytem i tak nie znikną.

      Usuń
  37. cd..
    3) Motywy Bractwa - Konsekracja była podyktowana koniecznością zapewnienia ciągłości integralnej tradycji i sakramentów. Bractwo nie mogło ufać Watykanowi. Jak się kończy "dialog" z Watykanem udowodnił papieża Franciszek. Opus Dei – pozbawione wcześniejszej silnej pozycji i autonomii Stowarzyszenie Familia Christi (podlegające dawniej komisji Ecclesia Dei) – seminarium zostało bez podania przyczyny zamknięte przez wizytatora apostolskiego, a kleryków rozproszono po diecezjach Watykan zastawił na FSSPX pułapkę. Gdyby Bractwo czekało i zostało bez biskupów, Rzym wykorzystałby sytuację do jego całkowitego rozbicia i podporządkowania. Zaproponowano Bractwu "dialog" ale polegać on miał na tym, że nie wolno dialogować o tym o czym jest spór. Czyli o tym co jest prawdziwą wiarą apostolską i czy Kościół po SV2 z nią zerwał. 4) Nie ma mowy o ekskomunice. Najważniejszy argument obronny opiera się na pojęciu stanu wyższej konieczności, czyli sytuacji, w której prawo stanowione (w tym nakaz posiadania mandatu papieskiego na święcenia) ustępuje przed prawem wyższym – obowiązkiem ratowania dusz i zachowania wiary. Zwolnienie z kary (Kanon 1323, nr 4): Przepis ten mówi, że nie podlega żadnej karze osoba, która działała pod wpływem strachu lub z powodu konieczności, chyba że czyn jest wewnętrznie zły lub przynosi szkodę duszom. Konsekracja biskupa sama w sobie nie jest czynem wewnętrznie złym (jak np. morderstwo), lecz regulacją czysto dyscyplinarną. Przeświadczenie o konieczności (Kanon 1324, § 1, nr 8): Kodeks idzie jeszcze dalej – stwierdza, że nawet jeśli stan konieczności obiektywnie nie istniał, ale sprawca był wewnętrznie przekonany o jego istnieniu, kara automatyczna (latae sententiae) ulega złagodzeniu lub nie sformalizuje się w ogóle. Biskupi FSSPX działają w głębokim przeświadczeniu, że kryzys doktrynalny w Kościele zmusza ich do tego kroku w celu przetrwania katolickiego kapłaństwa. W prawie kanonicznym przestępstwo nieautoryzowanych święceń i przestępstwo schizmy to dwie zupełnie odrębne kategorie prawne, znajdujące się pod innymi tytułami kodeksu. Definicja schizmy (Kanon 751 KPK): Schizma to odmowa poddania się Ojcu Świętemu lub odmowa łączności z członkami Kościoła.Brak uzurpacji władzy: Biskupi Bractwa nie przypisują sobie żadnej władzy jurysdykcyjnej (terytorialnej). Nie mianują własnych ordynariuszy diecezjalnych, nie tworzą alternatywnych trybunałów i nie budują „równoległego kościoła” ze swoim własnym antypapieżem na czele. Sam fakt wyświęcenia szafarza sakramentów bez zgody Rzymu – bez próby przejęcia władzy rządzenia – jest jedynie nieposłuszeństwem dyscyplinarnym, a nie schizmą. 

    OdpowiedzUsuń
  38. cd2.
    5) Nie ma mowy o schizmie.W prawie kanonicznym przestępstwo nieautoryzowanych święceń i przestępstwo schizmy to dwie zupełnie odrębne kategorie prawne, znajdujące się pod innymi tytułami kodeksu. Definicja schizmy (Kanon 751 KPK): Schizma to odmowa poddania się Ojcu Świętemu lub odmowa łączności z członkami Kościoła.Brak uzurpacji władzy: Biskupi Bractwa nie przypisują sobie żadnej władzy jurysdykcyjnej (terytorialnej). Nie mianują własnych ordynariuszy diecezjalnych, nie tworzą alternatywnych trybunałów i nie budują „równoległego kościoła” ze swoim własnym antypapieżem na czele. Sam fakt wyświęcenia szafarza sakramentów bez zgody Rzymu – bez próby przejęcia władzy rządzenia – jest jedynie nieposłuszeństwem dyscyplinarnym, a nie schizmą. Trudno mówić o schizmie, skoro Bractwo w żaden sposób nie neguje dogmatu o prymacie Piotra. Kapłani FSSPX podczas każdej Mszy świętej wymieniają imię urzędującego papieża w kanonie (modlitwie eucharystycznej).Portrety urzędującego papieża wiszą w zakrystiach i domach Bractwa. Przełożeni FSSPX regularnie zwracali się do Rzymu z prośbami o dialog, co wyklucza chęć odłączenia się od pnia Kościoła. Tradycyjna teologia uczy, że posłuszeństwo papieżowi nie ma charakteru absolutnego i ślepego – jeśli nakazy hierarchy szkodzą wierze, katolik ma wręcz obowiązek stawiać opór (odwołanie do postawy św. Pawła wobec św. Piotra w Antiochii). Odpowiedz przełożonego Bractwa dla papieża - wynika z niego:Schizmatycy z założenia odrzucają autorytet papieski i tworzą własne struktury, tymczasem ks. Pagliarani pisze do papieża jak do ojca – uznaje jego najwyższą władzę, deklaruje bezwzględną wierność Kościołowi rzymskiemu i prosi papieża o ojcowskie błogosławieństwo Duchowni FSSPX porównują swoją sytuację do dramatu dobrego syna ratującego pijanego ojca z płonącego domu. Ojciec w amoku alkoholowym (tu: posoborowych reform) może bić syna, bluzgać na niego i krzyczeć, że nie jest jego dzieckiem. Dobry syn jednak nie obraża się, nie porzuca ojca na pastwę losu (nie ucieka w sedewakantyzm), tylko cierpliwie robi swoje, czekając aż ojciec wytrzeźwieje i z wdzięcznością przyjmie ratunek. Bractwo stoi więc na stanowisku, że sankcje te są obiektywnie niebyłe z mocy samego prawa, a ich cierpliwe znoszenie traktują jako synowską ofiarę za dobro i przyszłą odnowę Kościoła Powszechnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy przypadkiem nie mają własnego trybunału ds orzekania nieważności małżeństw? Tak coś kojarzę z komentarzy tutaj na blogu. Ksiądz również wspominał o święceniu kaplic co podlega pod władze jurysdykcyjną.

      Usuń
    2. Mają coś w stylu - Komisja Kanoniczna św. Karola Boromeusza, przecież wydają wyroki np. w sprawie ważności małżeństwa. Z punktu widzenia oficjalnego prawa kanonicznego i Watykanu jest to klasyczna uzurpacja władzy sądowniczej. Ponieważ Bractwo nie posiada oficjalnego statusu w Kościele, nie ma też prawa do tworzenia własnych trybunałów ani wydawania wyroków w imieniu Kościoła.
      Mam rację? może czcigodny ksiądz Dariusz wyjaśni, wtedy schizma jak się patrzy....

      Usuń
  39. chyba rekord komentarzy :) Księża FSSPX stanowią w przybliżeniu 0,18% kapłanów katolickich a temat grzeje katolików na całym świecie i cała ta reszta z poza FSSXP jakoś dziwnie unosi się hejtem wobec tego Bractwa. Skąd ten fenomen ? Może mają po prostu rację ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg badań okultyzm, niewiara w podstawowe dogmaty jak piekło czy czyściec, realność istnienia Boga czy praktykowanie astrologii i tarota to norma dla od 20 do ponad połowy deklaratywnych katolików, a więc skąd zdziwienie, że ta tłuszcza atakuje jakiekolwiek mniejszościowe grupy ogarniające z grubsza katechezę?

      Usuń
  40. Dla mnie lefebryści to protestanci, tylko w drugą stronę. Zero pokory, dokładnie jak Luter.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na czym polega owy ich "protestantyzm" ? na czym polega ich "zero pokory", "dokładnie jak Luter"? co dokładnie jak Luter ? Luter niszczył i negował wiarę katolicką a FSSXP nie robi dokładnie to samo tylko robi właśnie dokładnie ale odwrotnie...

      Usuń
    2. Stawianie oporu zdrajcom i szabesgojom to nie jest protestantyzm, a wręcz przeciwnie. Powtarzanie ich narracji to fałszywa pokora.

      Usuń
    3. Pokora to stanie w Prawdzie, która z definicji jest niezmienna. To czego chciał Luter czynione jest z powodzeniem w liturgii, nauczaniu i praktyce Kościoła przez duchownych w oficjalnych strukturach. To Kościół Nowego Adwentu przemyca dokładnie to co Luter głosił, aplikując od wewnątrz jego myśl. To Kościół Nowego Adwentu narzuca sprotestantyzowaną mszę, gdzie nawet u anglikanów liturgia ma więcej sacrum. To Kościół Nowego Adwentu ucina gałąź Tradycji jakby traktował rok 1962 za autentyczny punkt swoich narodzin a V2 i jego zgniłe owoce jako probierz prawowierności. To Kościół Nowego Adwentu legalizuje działanie sekt wewnątrz oficjalnych struktur wywodzących się wprost z niekatolickich zgromadzeń i nurtów. To Kościół Nowego Adwentu wykazuje się brakiem pokory po katolicku rozumianej, a więc staniem w Prawdzie poprzez jej negowanie i podawanie nauk już wielokrotnie potępionych jakby Boże objawienie mogło się zmieniać w myśl fałszywie rozumianej "żywej Tradycji" nie rozwijającej wcześniejszej doktryny tylko jej zaprzeczającej. Sam B16 rzekł , że V2 w praktyce stał się anty-syllabusem Piusa IX. To Kościół Nowego Adwentu doprowadza do bezprecedensowej ruiny życia sakramentalnego obniżając statystki regularnego uczestnictwa na skalę bez precedensu. Wreszcie to Kościół Nowego Adwentu swoją liturgią, nauczaniem i dyscypliną, ustami swoich najemników wyraża myśl - Kościół Katolicki przez te wszystkie wieki się mylił, to my mamy rację!

      Nie da się wymyślić bardziej absurdalnego zarzutu wobec FSSPX jak protestantyzm i niepokorność na podobieństwo Lutra.

      Usuń
    4. Jezus zostawił kościół ŻYWY. Nie martwy jak łacina, ale żywy, pulsujący, zmieniający się. Sam Jezus przychodząc na świat, delikatnie mówiąc, trochę namieszał. To była rewolucja. Do dziś jest. Jak można chcieć zostać przy łacinie? Może wróćmy do greki, albo aramejskiego? Przecież łacina weszła do kościoła bo była "modna", była żywa. Dziś jest martwa. To tylko język - narzędzie, jak młotek, jak telefon. Po co przywiązywać się do łaciny i czynić z niej fetysz? Dla mnie przywiązanie lefebrystów do łaciny jest symbolem skostnienia, niezdrowej katakumbizacji wiary.

      Usuń
    5. Kościół nie jest zmieniający się. Stałość Kościoła, czyli jedność i spójność z nienaruszalnymi dogmatami jest niezbywalnym atrybutem.

      Usuń
    6. Pitu pitu, ciamcia ramcia. A wie Pan że sama soborowa z Vaticanum II konstytucja o liturgii mówi o bezwzględnym pierwszeństwie łaciny i chorału gregoriańskiego? I kto tu się trzyma łaciny? A ile mszy Novus Ordo jest odprawianych wg myśli turbo-soboru? Jeśli w całym tym zamieszaniu jedyna rzecz jakiejś się Pan czepia to trzymanie się łaciny przez lefebrystów to znaczy, że naprawdę jest Pan "nowy" w temacie kryzysu, co piszę bez złośliwości, bo tak można ten komentarz odebrać.

      Usuń
    7. Łacina nie jest martwa, bo jest językiem Kościoła, czyli jest językiem stosowanym sakralnie. Język sakralny nie musi aby być żywym być językiem stosowanym w sferze profanum do błahych rzeczy, a to właśnie ze sobą pomyliłeś.
      Jezus i rewolucja - typowo marksistowski sposób postrzegania Objawienia Bożego, jako ludzkiej filozoficzno-społecznej rewolucji kulturalnej, co wskazuje na Twoje uwarunkowania światopoglądowe, typowe dla modernizmu materialistyczne wyjaśnieniowo podejście do sacrum.
      Po to przywiązywać się do Łaciny, bo symbolizuje podbój Bestii Rzymu pogańskiego przez Chrystusa triumfalnie oraz jest zewnętrznym znamieniem jedności Kościoła nakazanej przez Chrystusa.

      Usuń
    8. Pius XII: „Niewątpliwie Kościół jest żywym zespołem członków, dlatego także i w zakresie świętej liturgii rozwija się, rwie się naprzód i dostosowuje do wymogów i okoliczności czasu, byleby tylko nienaruszona zachowała się czystość doktryny”.

      dostosowuje do wymogów i okoliczności czasu

      Łacina jest barierą dla ludzi. Barierą nie do przejścia. Dlaczego budujecie mur i kopiecie głęboką fosę?

      Usuń
    9. Większej bzdury chyba napisać nie można. Łacina mogła być barierą dla protestantów i innych bluźnierców. Nie dla katolików. Jak łacina powszechnie obowiązywała w KK to każdy katolik OD DZIECKA był katechizowany w obecności łaciny, katechizowany w taki sposób że wiedział co się na Mszy dzieje. Po parunastu latach być może nawet wszystko rozumiał. Bo to nie problem nauczyć się w paręnaście lat ograniczonej ilości zdań po łacinie czyż nie ?

      Usuń
    10. "Większej bzdury chyba napisać nie można. Łacina mogła być barierą dla protestantów i innych bluźnierców. Nie dla katolików. Jak łacina powszechnie obowiązywała w KK to każdy katolik OD DZIECKA był katechizowany w obecności łaciny, katechizowany w taki sposób że wiedział co się na Mszy dzieje. Po parunastu latach być może nawet wszystko rozumiał. Bo to nie problem nauczyć się w paręnaście lat ograniczonej ilości zdań po łacinie czyż nie ?"
      Z kolei po współczesnych "sukcesach katechizacji" przeciętny bywalec NOM nie wie, co się dzieje w trakcie mimo, że teoretycznie jest w jego języku.

      Usuń
  41. Jak można zostawać przy archaicznej i skostniałej łacinie, podczas gdy ta łacina została dawno temu wprowadzona właśnie ze względu na to, że była nowoczesna, można by rzec "modna", po prostu powszechna. Dziś nie jest. Jest martwa, w przeciwieństwie do wiary, która ma być żywa, jak Bóg jest żywy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łacina jest zewnętrznym znamieniem jedności Kościoła, którą nakazał osobiście Chrystus.

      Usuń
    2. Łacina jest jedynie starym narzędziem. Przywiązywanie się do niego jest zacofaniem i świadczy o skostnieniu. Też jestem konserwatystą, ale to niezdrowe przywiązanie do łaciny, to istne samowolne zejście do katakumb

      Usuń
    3. Anonimowy9 lipca 2026 14:33
      Czyli zamiast odnieść się rzeczowo do sedna argumentu o zewnętrznym znaku jedności Kościoła nakazanej przez Chrystusa w Objawieniu Powszechnym i dokonać analizy wykładni objawieniowej, katolickiej, napisałeś sobie ocenne opinie osobiste. Uroczy wyraz modernizmu.

      Usuń
    4. Pewnie myślisz, że Chrystus to nakazał po łacinie?
      Jak można z języka uczynić zewnętrzne znamię jedności? Nigdy tego nie pojmę. To znaczy psychologicznie jest to zrozumiałe. Ludzie jednocząc się w jakiejś grupie lubią się odróżniać, chcą być wyjątkowi i ekskluzywni. Ale czy o to chodziło Jezusowi? Śmiem wątpić. To nie znajomość łaciny ma być kluczem do prawdziwego poznania Boga. Język nie może utrudniać wiernym, rzucać kłód pod nogi. Kościół z łaciną na ustach, jest kościołem ekskluzywnym, niedostępnym i nieapostolskim.

      Usuń
    5. Pius XII w encyklice "Mediator Dei":
      „Niewątpliwie Kościół jest żywym zespołem członków, dlatego także i w zakresie świętej liturgii rozwija się, rwie się naprzód i dostosowuje do wymogów i okoliczności czasu, byleby tylko nienaruszona zachowała się czystość doktryny”.

      "...dostosowuje się do wymogów i okoliczności czasu..."

      Ja rozumiem, że nauka Jezusa jest niezmienna, ale, łacina nie jest częścią jego nauki. Łacina jest archeologizmem, a kościół ma być żywy, dostosowujący się do "wymogów i okoliczności czasu" (Pius XII).

      Usuń
    6. Ale co z tą łaciną? Łaciny nie da się tak wywalić chociażby z teologii, a już na pewno nie z terminologii teologicznej. Z jednego prostego powodu. Języki narodowe zmieniają się cały czas. Słowa zmieniają swoje znaczenie semantyczne. Łacina kościelna nie zmienia się. Wywalenie łaciny to wywalenie narzędzia, na którym Kościół katolicki definiuje całe swoje Magisterium. Wywalenie łaciny to jednym słowem rozwalenie doktryny Kościoła katolickiego. Powiedziałbyś, że przecież Kościół wcześniej używał greki. Tak, używał. Ale to były pierwsze 3-4 wieki. Od tego czasu cały świat Doktorów Kościoła, papieży, twórców prawa kanonicznego używał łaciny. Wywalenie łaciny z Kościoła to tak jakby wywalić z języka angielskiego słownictwo łacińskiego i romańskiego pochodzenia. Anglicy w codziennym słownictwie nadal będą się porozumiewać, ale praktycznie już nic nie zrozumieją z literatury, która powstała i nauki tworzonej w tym języku.

      Usuń
    7. Łacina wśród naukowców jest inną rzeczą. To jest tak jakby gwara branżowa. Natomiast Msza Święta, ma być w języku narodowym, a nie po łacinie

      Usuń
    8. Kto powiedział, że Msza Święta ma być w języku narodowym i niby dlaczego?

      Usuń
    9. "Natomiast Msza Święta, ma być w języku narodowym, a nie po łacinie" typowe myślenie protestanckie (bo to oni wymyślili). Niestety to udowadnia tylko tezę FSSXP, że NOM wypacza umysły katolików i ich protestantyzuje właśnie.

      Główne argumenty za ważnością łaciny w liturgii:
      1) Jest oficjalnym językiem Kościoła – nie został zniesiony przez Sobór Watykański II, który wręcz potwierdził jego nadrzędną rolę.
      2) Gwarantuje powszechną jedność (Uniwersalizm) – katolik z dowolnego zakątka świata może uczestniczyć w tej samej Mszy świętej i w pełni w niej współuczestniczyć. 
      3) Chroni przed błędami doktrynalnymi – jako „język martwy” łacina nie zmienia znaczenia swoich słów wraz z upływem czasu, co pozwala niezmiennie strzec dogmatów.
      4) Cechuje się wyjątkową precyzją – struktura gramatyczna i pojęcia łacińskie są idealne do wyrażania skomplikowanych prawd teologicznych. Podkreśla tajemnicę Bożego Majestatu – ukazuje, że prawdy wiary i tajemnica Eucharystii przekraczają granice czysto ludzkiego rozumu. 
      5) Łączy z tradycją pokoleń – jest to język, którym przez stulecia modlili się najwięksi święci Kościoła.
      6) I najważniejsze - żabezpiecza przed wulgaryzacją – oddzielenie języka codziennego od języka modlitwy buduje barierę chroniącą sacrum przed profanacją i potocznością, to język anielski, dedykowany i przeznaczony do spraw ważniejszych, do spraw boskich. To wyraz kultu Boga i oddawania mu czcci.
      Tak samo jak na ważną uroczystość nie ubieramy się w dresy do biegania, tak samo na spotkanie z Bogiem nie ubieramy się w zwykły rynsztokowy język tylko w ten specjalny "dla Boga". Nie rozumiem jak można tego nie rozumieć. Tzn. rozumiem, to są właśnie owce NOM i upodobnienia liturgii na modłę protestantów. Protestanci nie maja liturgii !!! mają swoje heretyckie "spotkanka". Zniesienie łaciny uderza właśnie w rozumienie katolickiej mszy, że o jednak coś innego niż protestanckie spędy gdzie bredzi się w jeżykach potocznych.... 

      Usuń
  42. Najlepszą, w sensie najbardziej merytoryczną i konkluzywną analizę Dekretu i Noty z punktu widzenia znalazłem na Rorate Caeli: https://rorate-caeli.blogspot.com/2026/07/canonical-analysis-2026-ddf-decree-on.html

    Jest napisana przez anonimowego kanonistę z dużej diecezji.
    Czasy są takie, że napisanie rzetelnej analizy grozi poważnymi konsekwencjami, stąd anonimowość autora. Ale widać, że się zna na rzeczy, więc warto przeczytać. Szkoda, że u nas takich nie ma, ale cóż.

    OdpowiedzUsuń
  43. Kilka faktów skopiowanych z pejsbuka:
    Zaledwie tydzień po konsekracjach biskupich w Bractwie św. Piusa X (FSSPX):

    – Jeden biskup został ogłoszony obrońcą doktryny Buddy i z zadowoleniem przyjął ten tytuł.

    – Jeden kardynał, dwóch biskupów i dwóch kapłanów świętowało rocznicę związku pary tej samej płci.

    – Jeden biskup opowiadający się za nieuporządkowanymi związkami i zaprzeczający, że sodomia jest grzechem, został mianowany ordynariuszem diecezji (Christian Würtz, biskup Eichstätt) przez samego Leona XIV, o którym zwiedzeni twierdzą, że cierpliwie i z ojcowską miłością czeka, by skorygować niemieckich biskupów.

    Powtarzam: po zaledwie jednym tygodniu. Zaprzeczanie istnieniu stanu wyższej konieczności jest uporem albo sekciarstwem.

    Na fotografii znajduje się ksiądz „Sejo”, pozostający w pełnej komunii z Rzymem i z arcybiskupem San José w Kostaryce – kraju, w którym całkowicie zakazano odprawiania Mszy Tradycyjnej i gdzie pozostało już tylko Bractwo św. Piusa X (FSSPX).

    OdpowiedzUsuń